czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 18

-Rozejm.- Louis rozłożył ręce, próbując się podnieść.
-Mandy wróćmy do tematu. Jak Josh? Zmienił się? - pytała Alice.
-Temat był inny ale okeeej. Nie. Dalej jest taki przystojny jak był. - poruszyłam brwiami.
-To nigdzie nie jedziemy. - powiedział Lou poważnym głosem.
-Ha ha jaki Tommo.
-Niall!! Ona mówi że jej kuzyn jest przystojny?! Prawda że nie jedziemy na żadnego grilla?! - krzyknął Lou.
-Jedziemy.
-Dzięki stary.
-Josh jest spoko.- stwierdził Nialler siadając na łóżku.
-Jest spoko.
-Joe jeszcze lepszy. -zaśmiał się blondyn.
Jak ja się za nimi stęskniłam, za tymi rozmowami,nie raz nie mającymi żadnego sensu. Nawet siedzenie w milczeniu wywoływało emocje. Harry też przyszedł do pokoju, Liam, oczywiście Malik wolał zostać na dole.
-Przepraszam was na moment.
Zeszłam po schodach, ciemnym korytarzem, siedział i wlepiał wzrok w zapaloną świecę.
-Nie zaświecaj. - usłyszałam.
-Jasne, jak tam? Odpocząłeś? Pozdrowiłeś rodzinę ode mnie?
-Tak, tak, ucieszyli się. Chociaż mama jest zła że nie miała okazji cię poznać.
-Może będzie miała, a co powiesz jeszcze na kilka osób?- spytałam.
-A czemu nie.
Z pozoru wyglądał jakby się pozbierał, od razu wykręcił numer mamy.
-Cześć mamuś.
-Dzien dobry!! - krzyknęłam.
-Tak to Milly. Co powiesz na obiad pojutrze? Z całym zespołem i dziewczynami?
-Będzie super jak wszyscy przyjedziecie. - odpowiedziała mama Malika.
-To do jutra.
-Do widzenia. - pożegnałam się.
Kolejnego dnia.
-Kochanie?! Możesz mi pomóc?! - krzyknęłam.
-Jezu co ty tam pozabierałaś. Jedziemy tylko na grilla.
-Tak ale mama kazała zawieźć im kilka rzeczy. Nialler.
-Kilka powiadasz..- prychnął i ze zmęczenia usiadłam na torbie.
-Gorzej będzie się z tym zabrać.
-Ho ho ho masz w domu piątkę bardzo silnych i na dodatek przystojnych chłopaków.
-Ach nie schlebiaj sobie jak i im. - rzuciłam.
-Dzisiaj grill u Josha, jutro obiad u Malików to może w niedzielę mamę odwiedzimy?
-Moją czy twoją?
-Nie no, twoją. - zaśmiał się lekko.
-Dobry pomysł. Już ją mamą nazywasz.
-Chłopcy też tak będą mówić. - stwierdził, a ja tylko prychnełam śmiechem.
-Alice, jak już chcesz wejść do tego pokoju to wejdź a nie czaisz się jak nie wiem kto. - otworzyłam uchylone drzwi.
-Myslałam że sama jesteś.
Znając ją to bym stwierdziła, że od razu wejdzie i nie zapuka, a tu czai się. Musiało o coś chodzić. Spojrzałam na Nialla wzrokiem że już wiedział o co kaman i wyszedł z pokoju.
-No więc Alice? - zaczęłam.
-Bo oczywiście NIECHCĄCY usłyszałam tylko fragment waszej rozmowy.
-Który?
-O obiedzie u twojej mamy. I Milly ja zbytnio nie mogę.
-Szkoda, ucieszyłaby się. To właśnie ty byłaś tak częstym bywalcem u mnie w domu, że mama zamiast przywitać się ze mną spyta: A gdzie Alice? - udałam jej głos i zaczęłyśmy się śmiać. - A tak poza tym to czemu nie możesz?
-Harry mnie zaprosił do siebie.
-Aaa
No i jak zwykle w drodze do Josha dowiedziałam się że nikomu nie pasuje jechać do mamy.
Ale jakos ich nie winię, każdy może mieć jakieś obowiązki.
A takto mama pozna bliżej Nialla. Loui z Zaynem powiedzieli że jak znajdą chwilę czasu to przyjdą.
Weszliśmy do ogrodu moich kuzynów. Joe stanął przed Louim z założonymi rękami. Tommo schylił się i przybili sobie żółwika. Joei poleciał uradowany do siostry. Śmiejąc się pokręciłam głową. Przedstawiłam chłopców i usiedliśmy.
-Macie strasznie duży i zadbany ogród. - rozejrzał się Liam.
-Szkoda że nasz taki nie jest. - parsknął Tomlinson.
-Jakbyś nie robił syfu na każdym kroku to by było ładnie. - odpowiedział mu Daddy.
-Milly przywiozłaś nam całą spiżarnie? - zdziwiła się Elisabeth otwierając torbę.
-Kilka drobiazgów.
-Podziękuj mamie.
Dzień szybko minął, graliśmy z chłopcami w piłkę, Alice skopała kostkę Hazzie gdy się kłócili o piłkę, a on postawił ją na bramce co nie było dobrym pomysłem.
Następnego ranka ruszyliśmy do Bradford. Siostry Zayna są super. Jak cała rodzinka.
Kolejnego dnia pojechałam z Niallem do mamy. Zanim weszliśmy do domu zabrałam go do domku na drzewie w któym uwielbiałam siedzieć gdy byłam mała.

-Super miejscówka.
-Dzieci zejdźcie już i chodźcie się przywitać. - usłyszeliśmy głos mamy.
-Jak ona cię już nazywa dzieckiem, nie jest dobrze, nie jest dobrze. - powtarzałam aż doszliśmy do drzwi.
-Dzień dobry. - wszedł Niall z bananem na twarzy. - jestem Niall, miło panią poznać.
-Ciebie również. Milly dużo opowiadała o Tobie i innych ale sami jesteście?
-Tak, hej mamo.
-Nie ma Alice?- spytała zaskoczona.
-Uwierz mi że gdyby była słyszałabyś ją i od razu by była u ciebie. - przytuliłam ją.
-Widzisz Nialler tak to właśnie jest. mnie nikt nie zauważa, nawet właśna mama, a o nią wszyscy pytają. Co za świat.
-No widzisz. - odpowiedział i weszliśmy dalej.
Po godzinie rozmowy zauważyliśmy że ktoś wszedł ale nie pukał.
Mama pokiwała głową i pokazała ręką.
-No właśnie, nawet nie puka. - dodała gdy Alice weszła do pokoju i rzuciła się na nią.
-Hej.
Reszta poszła w jej ślady i się przywitała, jednak wszyscy przyjechali, że Alice znalazła czas to też się zdziwiłam miała byc z Harrym a tak wszyscy zwalili się mamie na głowę, chociaż ona pewnie się cieszyła.
Gdy już rozgościli się Alice przyniosła im coś do zjedzenia.
-Ej Milly, ona się czuje bardziej jak w domu niż ty. - rzucił Zayn, zaczęliśmy się śmiać.
-Milly to ty? Na zdjęciu? Jejku jaka słodka byłaś. - przeglądał fotografie Harry.
-Byłaś? - wyburzyłam.
-Dalej jesteś. - dodał Horan.
-Dzięki. Ale tak Styles, to ja.
-Nie mów do niego po nazwisku. - wkurzyła się mama. Ona strasznie nie lubi jak się mówi do kogoś po nazwisku.
-Harry jest przyzwyczajony, wszyscy są.
-Nic nie szkodzi, proszę pani. Mandy, nic się nie zmieniłaś.- kontynuował Harry.
-Myślałam że już nikt nie mówi do ciebie po prawdziwym imieniu.
-Mówi mówi, Hazza jeśli to komplement to dzięki. Mamo odzwyczaiłam się od tej czytości. Gdybyś teraz nas odwiedziła to byś nie przeszła przez pokój, chociaz staram się coraz większy porządek ogarniać. - wyjaśniłam.
Zostawiłam ich i poszłam pokazać Niallowi ogród.
        Wróciłam, a nawet nigdzie nie byłam. Nie wiedziałam czy kontynuowac bloga bo nie ma komów ale stwierdziłam że będę go pisac dla siebie bo mi to sprawia przyjemność. I dla Marty która zawsze czyta, pogania mnie i komentuje. Dzisiaj trochę z High School Musical ale to żeby lepiej odzwierciedlić sytuacje. To chyb narazie tyle. Szczęśliwego Nowego Roku!!! ;**

poniedziałek, 19 listopada 2012

Rozdział 17

Stał przede mną i patrzył w głąb oczu. Odwróciłam się bo przechodził Josh.
Spojrzałam na niego bo wiedziałam że to jego sprawka, że niby nie wie gdzie mam telefon.
-Skąd wiedziałeś że tu jestem? - spytałam.
-Możemy pogadać?
Usiedliśmy w pokoju, czekałam aż coś zacznie mówić.
-Milly, tak to Josh ale on chciał ci pomóc. Wszyscy się o ciebie martwią.
Cii wiem że powiesz że nie potrzebnie. - rzekł szybko na widok moich otwierających się ust.
-Wszyscy się martwią, tęsknią za tobą, Alice, chłopcy...ja... Słyszałem dlaczego wyjechałaś, tak naprawde. Pozwól że ci to wyjaśnie. Ta dziewczyna...
-Ale Niall naprawdę nie musisz się tłumaczyć. - przerwałam.
-Ja chce, to jest moja kuzynka, miała problemy w rodzinie musiałem jej pomóc.
Potrzebowała tego, wiem co mogłaś sobie pomyśleć, tak kocham ją, ale jak rodzine. Brakuje nam cię w domu, gry na pianinie co ranek, zapach jajecznicy która tak szybko ściagała nas na dół, widok twój i Al w pierwszym rzędzie na koncercie. You'll never love yourself
Half as much as I love you
You'll never treat yourself right, darlin'
But I want you to,
If I let you know, I'm here for you,
Maybe you'll love yourself,
Like I love yo

u. - gdy usłyszałam jego słowa i zaśpiewany przez niego fragment piosenki wybuchnęłam płaczem. Nie znam przyczyny tego zachowania, zrobiło mi się smutno że tak ich zostawiłam. Przytulił mnie mocno. Ciepło jego ciała dało mi znać że jestem bezpieczna.Gdy doszłam do siebie Niall wstał, wyciągnął walizkę zza szafy i zaczął mnie pakować.
-Niall..
-Wracasz ze mną, wszyscy się ucieszą.
Zgodziłam się, gdy wyszliśmy z pokoju stanął przed nim Joe z założonymi rękami.
-Czemu nam ją porywasz?
-Wraca do zamku. - spojrzał na mnie blondyn.
Joe posmutniał - kiedy nas znowu odwiedzisz? Dopiero przyjechałaś, a już jedziesz.
-Hmm.. zróbmy tak, odwiedzę cię w weekend ok?
-Dobra- zgodził się młody.
Gdy się pożegnałam wsiedliśmy do samochodu.
-Hej Paul.
-Hej, miło cię widzieć.
-Ciebie również. - uśmiechnęłam się.
Nialler stwierdził że mam słodkiego kuzyna i że przyjedzie ze mną w weekend.
Weszliśmy do domu, wszyscy siedzieli w salonie ale nawet nikt się nie odwrócił tylko Zayn rzekł - nie dzwoniła, Horan, nie wiem gdzie może być. Ile można.
-Myśle że chciała być sama. - odpowiedziałam.
-Chyba tak. Zaraz zaraz. Milly! - chciało mi sie śmiać takiego zwisa mieli że od razu się nie odwrócili.
-Jezu kobieto. - Alice ścisnęła mnie tak mocno że myslałam że mnie udusi. Chłopcy też.
-Byłam u Josha. Niall mnie znalazł chociaż nie wiem po co.
-Bo się martwiliśmy na przykład?
-Też się stęskniłam. - odpowiedziałam. Zayn wziął mi torbę.
Niall chwycił mnie za rękę i poszliśmy usiąść do salonu. Malik akurat schodził po schodach, noga mu zjechała i spadł z jednego schoda gdy to zobaczył.
-Ho ho ho ooo.
-Tobie co? - powiedzieliśmy równocześnie.
-No.. noo.. nie wiedziałem. - zaciął się i wszyscy zaczęli wypytywać.
-No tak, wyjaśnił mi wszystko. Nie wiedzieliśmy ile tak naprawdę dla siebie znaczymy i że od początku coś nas do siebie ciagnęło.
-Wiedziałem. - wybuchnął Harry.
Przyszła Danielle teraz to ja się na nią rzuciłam i podziękowałam za wszystko.
Była w niezłym szoku jak Liam podleciał do niej i opowiedział że chodzę z Horanem.
-I zapraszam was wszystkich w weekend do Josha, właśnie tam gdzie spędziłam ostatnie dni bo obiecałam im że przyjadę, Niall polubił mojego kuzyna małego, takze fajnie będzie.
-Spoko. - odpowiedzieli.
Wieczorem rozmawiałam z Alice, El i Danielle przy zamkniętym pokoju.
-Alice jak tam Hazz?
-Zbliżyliśmy się przez ten wyjazd ale ty to już nie wyjeżdżaj, już nam nie musisz pomagać. Choociaż skoro ty wyjechałaś i jesteś z Niallem to może ja zrobie to samo.
-Niee! - krzyknęłyśmy jednocześnie z Dan i Eleonore.
-Zlot klubu dyskusyjnego część druga. - wrył się Lou.
-Dokładnie Loui. - rozczochrałam mu włosy.
-Będzie cię to grubo kosztować Moore. - walnął mnie z poduszki, na co ja zrzuciłam go z łóżka, on pociągnął za sobą El czyli oboje leżeli.
Lepiej nie kończyć jak to się skończyło.

niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 16

Siedząc w salonie usłyszałam że ktoś wchodzi, odwróciłam się i rzucili się na mnie lekko zaskoczeni Joe, Max i Elisabeth. Rodzeństwo Josha, mieszkają oni sami, ich rodzice zginęli
podczas wyjazdu na wakacje. Elisabeth jest dorosła, ma męża, więc postanowili zaadoptować Joe'go i Maxa. Josh jest dorosły ale mieszka z rodzeństwem. Cudnie się na nich patrzy, wszystkich razem.
                         JOSH
ELISABETH

MAX
                                                                      JOE  (ten niżej)
-Milly co tu robisz? - uściskała mnie pani domu.
-Przyjechałam was odwiedzić, Joe jak ty wyrosłeś.
-Prawda, teraz jestem prawdziwym, przistojnym mężczyzną. - odpowiedział i wszyscy się zaśmiali.
-Dawno przyjechałaś? - spytała El.
-3 dni temu. Nie martw się, Josh mnie ugościł odpowiednio. Jak ja się za wami stęskniłam.
Chciałam przytulić Maxa ale wiecie jak to chłopcy w jego wieku się chcą przytulać, ale jego dało się przykonać, gdy wyciągnęłam czekolade.
Joe usiadł mi na kolanach i zaczął bawić się momi włosami. Jak zwykle. Słodcy są.
Są jak rodzeństwo dla mnie, najbliższa rodzina, zawsze mieliśmy dobry kontakt.
-Milly?
-Tak Joe?
-Bawimy się w chowanego?
-Joei daj jej odpocząć. Ty też powinieneś się rozpakować. Byliśmy u dziadków.
-Ale El..
-To idź się rozpakować i potem cały czas będziemy się bawić. - odparłam, co mu się spodobało.
Usiadłam z Elisabeth i rozmawiałyśmy co się naprawdę stało że tu przyjechałam.
Później przyszedł Josh ale on nam nie przeszkadzał bo wszystko wiedział.
Wszedł Joe, złożył usta w dzióbek, stanął przede mną i pokazał mi gdzie mam iśc liczyć.
Ten mały szkrab wszędzie się może wcisnąć w tym wielkim domu.
Max bawił się z nami. Te dzieci mają w sobie tyle energi, ale przynajmniej pomogą mi nie myśleć.
***
-Nie odbiera, znowu. - powiedziałam do reszty.
-Chce odpocząć i pomyśleć, inaczej by nie wyjeżdżała. - odrzekł Liam.
-Ale odebrać by mogła, wczoraj wieczór z nią pisałam.
-O czym?
-O koncercie. - odpowiedziałam.
-A więc napewno oglądała. Mam nadzieje że jej się podobało, i little things.
-Apropo Litthe Things ja też kocham tą piosenkę. - rzucił Harry który cały dzień siedział cicho.
-Ale ty Alice nie wiesz gdzie ona mogła jechać? - spytał Nialler.
-Jakbym wiedziała to już bym tam była.
-Tylko się nie zacznijcie kłócić - rzekł Zayn. - wszyscy się martwimy ale przynajmniej wczoraj z nią pisałaś i oglądała koncert także wszystko z nią okej.
-Oby - powiedzieliśmy wszyscy jednocześnie.
***
-Joe, mam nadzieję że wiesz że nie powinieneś się przemieszczać.
-Wiem. - odpowiedział. Zaśmiałam się i otworzyłam szafe. - odzywać też się nie powinieneś.
-Wiem ale ciemno tam było.
-Oj ty mały. - rozczochrałam mu czuprynke. -To teraz jeszcze Max.
-Jest w kuchni.
-Joe!! - Max krzyknął na niego że się wygadał.
-Cisza. - powiedziała ich siostra.
-No i jak my mamy się z nim bawić? - zdenerwował się Max.
-Joe, nie mów już nic.
-Ale teraz on liczy. Ha ha. Dobrze ci tak.
Joei zaczął liczyć, Elisabeth mu pomagała.
Zaświeciłam światło w łazience i do niej weszłam.
Joe zapukał - Josh jest tak Milly?
-Nie. - odpowiedziałam.
-Dzięki. - poszedł. Wypuściłam powietrze. Dobrze że nie wszedł. - Josh co ty tu... przecież jesteś w łazience. - zmieszął się młody.
-Yy jak widzisz stoje przed tobą, nie umiem być w dwóch miejscach na raz.
-Milly! - wtargnął mi do łazienki. Tarzałam się ze śmiechu.
-Znalazłeś Maxa? - pokiwał przecząco głową. Zgarbił się, opuścił ręce i poszedł zniechęcony.
-Mam cię.
Max spał na kanapie. Zmęczony był. Joe położył się obok niego i gdy zeszłam na dół spali oboje.
Uśmiechnęłam się i poszłam do Josha do kuchni.
-Gdzie te dwa rozrabiaki?
-Śpią w salonie.
-To dobrze. - przytaknął.
-Widziałeś mój telefon?
-Nie.
-Nie pamiętam gdzie go zostawiłam, trudno. Pewnie podczas zabawy go gdzies rzuciłam. Powiem ci że ci wasi chłopcy są strasznie ruchliwi. Padam z sił.
-To idź się połóż obok nich i śpij.
Pokiwałam głową i pomogłam mu zrobić obiad.
-Kiedy zamierzasz wrócić do domu? Do przyjaciół?
-A przeszkadzam wam?
-A odpowiada się pytaniem na pytanie?
-Nie. - odpowiedziałam i zaśmiał się. - nie wiem kiedy wrócę, jeśli wam przeszkadzam to..
-Nie. Nawet tak nie mów, ten dom dawno nie miał w sobie tyle radości.
-Cieszę się.
-Zaraz wrócę, możesz dokończyć robić obiad.

***
Oczami Josha.
Pobiegłem do pokoju. Właśnie tak Milly zostawiła telefon. Znalazłem numer Nialla, wiem że nie powinienem ale musiałem pomóc tej dziewczynie. Wcisnąłem słuchawke. Połączenie akceptowane.
-Niall, mówi Josh, kuzyn Mandy. Jest u mnie, brakuje jej was chociaż się nie przyzna. W jej notesie jest adres. Przyjedź.
-Jasne, biegne szukać i przyjeżdżam. Dzięki. Josh.
-Narazie.
***
Dzieci się obudziły, zjedliśmy obiad, wyłożyłam się przed tv, chociaż chwila spokoju nie trwała długo. Ktoś zadzwonił na dzwonek ale Josh powiedział że otworzy. Zawołał mnie. Podeszłam bo myślałam że to Elisabeth. Stanął przede mną Niall.
_________________________________________________________________________________________
Nie wiem jak wam ale mi strasznie podoba się Joe, malutki, słodziutki.
Do: Alex. Na Mandy mówią też Milly

piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 15

Kiedy Josh przestał grać, podążyłam do pokoju, otworzyłam laptopa którego wzięłam z domu przed wyjazdem, o ile można to tak nazwać. Wyświetlił się pulpit na którym widaniała tapeta chłopców ze mną i Alice. Zrobiło mi się ciężko na sercu, a może nie powinnam ich tak zostawiać. Zayna i jego miłosnych rozterek. Alice która coraz bardzej rozkochiwała w sobie Hazze. A ja jak tchórz.
Taka jestem, gdy potrzebuję czasu dla siebie to już postanowione co zrobię. Tylko tutaj mogłam odpocząć.
Włączyłam internet i od razu wyświetliło mi się że chłopcy opublikowali nowy teledysk.
Rozpłakałam się, piękna, cudowna, śliczna piosenka.



Jejku, gdyby mi tak chłopak zaśpiewał taką piosenkę to ja bym wzięła z nim ślub.
You're perfect to me.    Też nie lubię swojego głosu na kasecie gdy mnie nagrywają.
2 dni później.
Usiadłam obok Josha, czekaliśmy na rozpoczęcie konceru 1D.
***
Oczami Zayna.
Ostatni raz przed koncertem sprawdziłem telefon, nie odezwała się do nikogo.
Każdy z naszej piątki napisał jej smsa żeby oglądała koncert, że to specjalnie dla niej.
Dalej nie miałem pojęcia gdze ona jest, przyjaźnimy się, powinna coś powiedzieć.
Nikt nie miał humoru ale koncertu nie mogliśmy odwołać. Tysiące fanów wykupiło bilety, nie mogliśmy ich zawieść.
-Alice..
-Nie. - pokiwała głową, wiedziała co mam na myśli. Przytuliła Hazze. Wywróciłem oczami, odwróciłem się na pięcie i usłyszeliśmy wołania na scene.
***
Tłumy fanek, wrzaski, piski. Wybiegli na scene. Po głosach można było wyczuć że nie jest z nimi dobrze.
-Cały dzisiejszy koncert dedykujemy Milly, przyjeciółce. Mamy nadzieję że oglądasz nas teraz. - rzekł Liam.
Fanki krzyknęli. - pozdrawiamy Milly.
Josh usmiechnął się szeroko do mnie. Kolejna łza spłynęła po policzku.
Zaczęli nowej piosenki little things. Napisałam do Alice że oglądam, i żeby im podziękowała.
Niall zniknął za kurtyną, wrócił po chwili z szerokim uśmiechem, powiedział coś chłopcom i pomachali do kamery. Cała Alice.
-Mandy, oni by zrobili dla ciebie wszystko. To są prawdziwi przyjeciele, nie ci którzy potrafią się z tobą śmiać lecz ci którzy potrafią z tobą płakać. Jesteście wszyscy wyjątkowymi ludźmi. Razem tworzycie nie rozelwalną całość. Każdy z was jest inny a jednak uzupełniacie się wzajemnie.
- Studiowałeś psychologie?
-Nie ale wiesz że nasza rodzina ma to w genach.
-Wrócę do nich, napewno, ale nie teraz, jeszcze nie.
Opowiedziałam mu o Niallu, o jego zachowaniu. Spojrzał na niego w tv.

-No wiesz, na zadowolonego to on raczej nie wygląda. Może to była zwykła koleżanka, kuzynka, nie wiesz dopóki się nie dowiesz.
-Powinnam spytać. W najbliższym czasie uczynię to.
Po koncercie postanowiłam odważyć się i napisać do każdego.
"Świetny koncert, gratuluję fantastycznej nowej piosenki."
I do Danielle: " A ty jak zwykle ślicznie wyglądałaś".
Wszyscy podziękowali. Czułam że uśmiechali się czytając smsa, że chociaż się odezwałam.
Miałam w pokoj balkon, usiadłam na zewnątrz, okryłam się kocem i podziwiałam gwiazdy. Pełnia, Alice pewne w siódmym niebie.
Zawibrował i telefon, to ona.
"cudny księżyc, brakuje nam ciebie"
Nie wiedziałam kompletnie co zrobić.
Odpisałam że właśnie siedzę na balkonie i oglądam niebo. I że mi też ich brakuje.

Ponownie włączyłam laptopa żeby przeczytać komentarze fanów pod filmikiem z koncertu.
  Anne:  Wie ktoś kto to ta Milly?
 Emily: Mam nadzieję że nikt da nich ważny.
 Natalie: Przez nią byli smutni, pewnie im coś złego zrobiła.
 Anne: To jej nie lubię.
    Zamknęłam go, nie miałam ochoty tego czytać. Ludzie mogą hejtować nie znając nikogo, mają taką naturę, nigdy nikt mnie niehejtował a jednak to się zmieniło. Nie jest to miłe uczucie.

Oczami Alice.
-Zayn! Niall! Chodźcie na chwilę.
Zlecieli p schodach i spytali się co jest. Pokazałam im co ludzie pisali o Mandy. Jeśli to widziała to jest zdecydowanie gorzej niż wcześniej.
Niall chwycił się za głowę i wypuścił powietrze z płuc.
Zaczęliśmy myśleć jak możemy jej pomóc, ciężko było coś wymyślić.


sobota, 20 października 2012

Rozdział 14

Siedzieliśmy w salonie, wszyscy położyli telefony na stole i czekaliśmy, a może się odezwie, może jednak coś napisze?
Niall chodził po całym salonie, ja już nie mogłam wysiedzieć.
Myślałam nad wszystkimi miejscami gdzie mogła jechać, ale jakoś nic mi nie pasowało.
Odezwał się czyjś telefon. Liama.
-Halo Milly?
-Yy raczej nie jestem kobietą, chyba. - odpowiedział Zayn.
-Aa to ty, a wogóle czy wy to macie w nawyku taki znikanie? Wszyscy uciekają.
-Chciałem tylko zapytac o której mamy pojutrze koncert, ale chyba zadzwonię kiedy indziej.
-Od 18
-To czemu wszyscy uciekają? Ktoś jeszcze?
-Milly nie ma, nie wiesz gdzie może być?
-Nie mam pojęcia- odpowiedział Malik.
Gdy się rozłączył, Liam zadzwonił do Danielle, wiedział że Mandy gadała z nią w ostatnich dniach.
-Hej kochanie, przyjedź do nas prosze cię, to ważne.
Dan szybko przyjechała, na dworze padało, wiecie jak to na jesień. Chciałabym taką piękną jesień.
-Co się stało? Czemu wszyscy tacy zdenerwowani?
-Mandy uciekła.
-Napisała kartke. - odezwał się Niall.
-Co z tego, że zostawiła, wyjechała nie wiadomo gdzie i dlaczego!
-Alice spokojnie. - rzekł do mnie Harry. Pokazaliśmy list Peazer. Opowiedziała że gadały ostatnio na temat co się dzieje i nas w domu, że Milly nie wie co ma robić, każdy dziwnie się zachowuje. Wszyscy byli przejęci sobą, albo chodzili do niej ze swoimi problemami.
Nie zauważyłam tego zbytnio, może ja też byłam zajęta sobą i Harrym, i nie zauważyłam co się z nią dzieje. A ona mi nie przerwie i woli to dusić w sobie.
Daddy strasznie się przejął, Zayn chyba też, zadzwonił do nas znowu. Tym razem do mnie, pytał się co się dokładnie stało, co napisała.
Powiedział też że próbował do niej dzwonić ale nie odbiera, no i nikt nic nie wiedział.
-Muszę coś zjeść. - wstał Horan.
-Ja bym nic nie mogła przełknąć, za bardzo się martwię.
-Mi się lepiej myśli po jedzeniu.
Skończyło się na tym, że Nialler poszedł na laptopa, nie wiem czy znowu gadał z tą jakąś dziewczyną? W takiej chwili!?
Niech robi co chce. Wyszłam z Danielle z domu, gdy znalazłam w notesie Milly adres jej wujka, który mieszkał w Londynie.
Pojechałyśmy samochodem, zadzwoniłśmy szybko na dzwonek.
-Dobry wieczór, bardzo przepraszam pana że tak późno. - przywitałam się.
-Alice! Czemu tak długo nas nie odwiedzałaś? Dawno cię nie widzieliśmy. O, dzień dobry - spojrzał na Dan. - a gdzie macie Mandy?
-Nie ma jej u pana? - spytałam.
-Nie, stało się coś?
-Nie, nie, mówiła coś że pana odwiedzi to pewnie się minęłyśmy i jest już w domu.
A co innego miałam mu powiedzieć, że uciekła? Pożegnałysmy się, i w samochodzie zastanawiałyśmy się gdzie mogła wyjechać.
***
Zapukałam w wielkie ciemno brązowe drzwi, otworzył Josh.
-Milly, jak miło cie widzieć, wchodź jesteś przemoknięta.
-Dzięki, mogłabym się na chwile u ciebie zatrzymać.
-Jasne, ten wielki dom zawsze stoi dla ciebie otworem.
Poszłam do łazienki się przebrać i wiedziałam że czekają mnie poważne wyjaśnienia co ja tu robie.
Z Joshem miałam wręcz wyśmienity kontakt, mój ukochany kuzyn, na którego mogłam liczyć w każdej sprawie, był jak starszy brat.
-Milly, a co się tu sprowadza?
-Josh słuchaj, tylko nie dzwoń do Alice, proszę. Musiałam wyjechać, nikt nie wie że tutaj jestem, nie miałam dokąd jechać. A musze odpocząć.
Opowiedziałam mu całą sytuację, przytulił mnie i pozwołił zostać na ile chcę, pod warunkiem że zadzwonię do kogoś żeby się nie martwili.
Siedząc pod kominkiem z kubkiem gorącej czekolady w ręku chwyciłam telefon. Słysząc sygnał modliłam się żeby nie odebrała.
-Milly gdzie ty pojechałaś, wyobrażasz sobie co ja tu przeżywam, czemu, gdzie na ile?!
-Alice spokojnie, musiałam wyjechać, jestem cała i zdrowa, żyje. Właśnie patrzę za okno i stwierdzsm że to typowa jesień, nie martwcie się. Odezwę się w przyszłym czasie. Pa. - rozłączyłam się zanim odpowiedziała.
Po 5 minutach zadzwonił Niall.
-Niall proszę cię, nie. - wyłączyłam telefon. Z nim nie dałabym rady rozmawiać.
Pogoda nie pomagała, dla artysty nawet dźwięk kropli obijających się o parapet czy spadających po szybie jest muzykę.
Gwiazdy nigdy nie są na wyciągnięcie ręki. Są nieskończenie odległe, to oznacza ból, który człowiek odczuwa, spoglądając na nie w górę. To delikatne rwanie w głębi serca.
Dobrze że Josh miał w domu fortepian, musiałam zagrać żeby się odstresować.
-Oj Milly Milly, nie znoszę cię w takim humorze.
-Przeszkadzam ci grą?
-Nie grą, zawsze grasz dla odstresowania. Nie lubię gdy nie masz humoru, może ci pomogę jakoś?
-Nie ma jak, to musi przejść. Pomyśleć muszę, odpocząć. Za dużo stresu ostatnio. - odpowiedziałam nie przerywając gry.
-No tak, to może...- usiadł obok mnie i zaczął grać jakąś szybką szaloną piosenkę, podśpiewując jakies słówka pojedyncze, nie słyszałam dużo bo się śmiałam. - właśnie w takim humorze cię uwielbiam wtedy jesteś naszą Mandy.
-Dzięki kuzynku. Akurat kuzyn to mi się trafił.
-Najlepszy. - dopowiedział.
-Też tak myślę.
Tylko on mógł zrobić wszystko żebym nie była smutna, rodzina zawsze mi pomagała i za to byłam im wdzięczna.
_________________________________________________________

Trochę mdły ale to zależy od humoru, mam nadzieję że jednak coś wam się spodoba, strasznie mało was tu wchodzi, zastanawiam się nad kontynuowaniem, nikt nie komentuje oprócz dwóch osób, dziękuję wam bardzo. A takto nikt, chociaż wchodzicie i są obserwatorzy.
Czekam na 5 komentarzy ( jak się nie uzbiera to chociaz 4)

wtorek, 16 października 2012

Rozdział 13

Dopiero kolejnego dnia popołudniu Alice zaczęła zaglądać do wszystkich pokoi.
Siedziałam w salonie zajadając popcorn i obserwowałam sytuację w domu, gdy przeglądnęła wszystkie pokoje przyszła do mnie.
-Widziałaś Malika? - spytała. Zastanowiło mnie to bo wczoraj interesowała się tylko Harrym.
-Dzisiaj nie. - odpowiedziałam.
-Jak zwykle się gdzieś szwęda.
-Pojechał do mamy.
-To mów od razu. Milly ja to cię nie raz nie rozumiem.
-No widzisz.
-Po co pojechał? - zadała kolejne pytanie.
-Po prostu chciał ją odwiedzić. - a co miałam jej innego powiedzieć, że musi odpocząć bo ona ciągle siedzi z Hazzą? Chyba nie. Kiwnęła głową, wzięła mi garść popcornu i odeszła.
-Dobree - krzyknęła gdy już wyszła.
Weszłam do pokoju Nialla ze szklanką gorącej herbaty, nie wiedziałam że jest zajęty.
-Hej Niall masz.. - przerwałam bo zauważyłam że przeszkodziłam mu w rozmowie na skypie! Znowu z nią. Upuściłam szklanke.
-Aaa!!  yy sory, już wychodze.
Szybko wyłączył laptopa i zwinnie pobiegł w moją stronę, poparzyłam się i rozcięgłam noge, szklanka rozbiła się centralnie na niej.
-Milly stój, nie ruszaj się co ty robisz. Chodź do łazienki.
-Nie musisz, nie przeszkadzaj sobie.- nie wiedziałam zupełnie jak się zachowywać, czy zapytac ją o tę dziewczynę czy nie.
Zaprowadził mnie i pobiegł do pokoju po ubrania bo tamte miałam przelane.
W między czasie opłukałam nogę, przecięta była. A bolało strasznie.
-Zaayn przynieś apteczke! - zawołał.
Wywróciłam oczami.
-Zayna nie ma.
Poszedł po nią, możesz zniknąć i tak nikt nie zauważyli, czyl iwrazie czego wyjade jak on i nikt nie zauważy.
-Znalazłem ją, a Malik na obiad poszedł?
-Pojechał do rodziny. Dzięki za opatrunek. - podziękowałam i chciałam wyjśc kiedy chwycił mnie za rękę. Czy to musi być takie trudne?
-Milly, ja, to znaczy, czemu tak zareagowałaś?
-Nic Niall, naprawdę.
___________________________________________
Oczami Alice.
  -Hej Al, idziemy na obiad? - Harold wbił mi do pokoju.
-W zasadzie to możemy iść, w domu nie ma kto zrobić, a powiem ci że jestem głodna.
-To chodźmy, ja też trochę, a Horan nie idzie także nie zje nam wszystkiego. Malik wyjechał?
-Tak, do Bradford.
-Mam nadzieję że wróci przed koncertem, jego nie moze przegapić, wszystkie inne tylko nie ten.
-A co tam będzie takiego ważnego że musi być? - spytałam.
-Nic, nic.. zobaczycie. Jeśli oczywiście przyjdziecie, wiecie nie każda dziewczyna może tak normalnie wejść za kulisy. - uśmiechnął się.
-Powiem ci że to jest największe marzenie każdej Directionerki, spędzić z wami chociaż minute, zobaczyć jacy jesteście, wiem coś o tym, też tak miałam. A tu Milly wpadła na Tomlinsona w x factor. Wydaje sie ajkby to było wczoraj, czas leci nieubłagalnie. - odetchnęłam.
-Co do tego to się zgadzam. Czasu nie zatrzymamy chociaż są momenty w których bardzo byśmy chcieli. - spojrzał mi głęboko w oczy, utonąć można. -Też marzyłaś żeby nas spotkać?
-Jak wszyscy, ale nie każdy ma tyle szczęścia, nie raz narzekam na to życie ale jestem zadowolona, że was spotkałam, poznałam jacy jesteście, chociaż czasami trochę nie ogarnięci itp. to jest fajnie.
-Nie ogarnięci? Pff wypraszam sobie. - odpowiedział i zaśmialiśmy się.
-No co Tomlinson jest, wszyscy jesteśmy.
-Jesteśmy! Sama to powiedziałaś.
-Ja? Nie, nie masz świadków ani dowodów. - wyparłam się.
-Alice Alice
-Tak się nazywam.
-Wejdźmy tu.
Obiad przeleciał świetnie, czas leci nieubłagalnie jak to mówiliśmy.
Przegadaliśmy cały dzień, pod wieczór popływaliśmy łódką po Tamizie.
-Zauważyłeś że Niall ostatnio jest jakiś dziwny?
-Niall? To co powiesz o Maliku.
-No oboje jakoś, a Harry nie wiesz czemu Nialler tak się zachowuje?
-Nie wiem zbytnio nie jestem wtajemniczony, gada ciągle z jakąś laską, nie chce się w to mieszać.
-Fuck. - odpowiedziałam. - sory.
-Spoko, ale czemu taka reakcja? Coś nie tak? - spytał.
-Nie nie nic. A nie wiesz co to za dziewczyna?
-Nie wiem po co te pytania. - wygladał na zdziwionego.
-Tak poprostu, chciałam się dowiedzieć.
-Nie wiem dokładnie, Alice.
Mandy pewnie wie o tym, dlatego ona też się tak zachowuje.  Muszę z nią pogadać, tak jak kiedyś, o wszystkim. Nie zostawię jej z tym, skoro mi się układa z Harrym to jej też musi.
Mam nadzieję że wszystko będzie okej i że ją przekonam że warto walczyć, i nadzieję że się już nie poddała, chociaż w to wątpię. Zobaczymy jak wrócimy.
-Zbieramy się? - spytałam szybko.
-Jak chcesz.
Gdy wróciliśmy to wbiegłam po schodach do jej pokoju. Pusto, na stole leżała tylko kartka, podeszłam tam.
Droga Alice, czuję że pierwsza znajdziesz ten list, pewnie teraz go czytasz i zastanawiasz się gdzie jestem. Musiałam wyjechać, nie szukajcie mnie, wrócę do domu. Pozdrów chłopców. Całuski.   Milly

-Jakby zgadła że się zastanawiam. Liam! Niall! Harry! Loui! - gdy przylecieli powiedziałam im że jej nie ma, że zostawiła list.
-Ciekawe co to znaczy czemu wyjechała. - myślał głośno Liam.
-Jak to wyjechała, jak ona ledwo co chodzi. Dzisiaj upuściła na nogę szklankę i rozwaliła noge.
W szafie pusto. Zadzwonie do niej. Poczta głosowa.

czwartek, 11 października 2012

Rozdział 12



Oczami Alice.
Kolejnego dnia obudziłam się wyjątkowo wcześnie jak na mnie. Przeciągnęłam się, wstałam i odsłoniłam zasłony. Promienie słoneczne ogrzewały mi twarz.
Zeszłam na dół, dobiegł mnie przyjemny zapach jajecznicy.
-Pięknie pachnie. - rozmarzyłam się, nie wiedziałam czy to sen czy jawa.
-Chcesz? Chętnie się podzielę. - odpowiedział Lokowaty przyjaciel.
-Jasne, umieram z głodu.
Świetnie dogaduję się z Hazzą, jest fajnym chłopakiem, ale nie myslałam o nim jako o kandydacie na chłopaka. Kto wie, kto wie.
-Jak się spało? - spytał.
-Wygodnie, fajnie...
-Śniło ci się coś?
-Yyy chyba nie, nie pamietam, albo... nie...chyba nie.
-Jakie wachania. Alice, szalony człowieku.
-Ja nie jestem szalona.
-Masz racje, czasami jesteś normalna. - prychnął.
-Oj Haroldzie, Haroldzie.
A tobie cos się śniło?-Tak, że mieliśmy koncert i wywaliłem się na środku sceny.
-To nie był sen, Harry, to było na ostatnim koncercie.
-Nooo?!
-Ha ha już nie pamiętasz. Wszystko na internecie.
-Jaki obciach.
-Nie martw się, Zayn też sie prawie wywalił. - pocieszyłam go.
-A myślałem że to mi się śniło, to nie pamiętam mojego snu. Co powiesz na kawe popołudniu?
-Chętnie
Zayn wszedł do kuchni, zobaczył nas i wyszedł. Nie wiem o co mu chodziło.
***
-O hej, coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowanego.
- wleciał jak z procy.-Alice, siedzi z Harrym na dole i jedzą śniadanie. - powiedział szybko.
Nie wiedziałam o co mu chodzi ale przypomniałam sobie co mi kiedyś powiedział
w sekrecie.-Oj Zayn, oni nie są razem, a ty dalej coś do niej czujesz?
-Chyba tak, a wogóle moje życie jest bez sensu, ide wieczór do klubu. Laaski.
-Zayn, alkohol i panienki ci nic nie dadzą, nie pomoże ci to.
-Milly ty nie wiesz co to za uczucie. - wyłożył się na łózku. - nie mieć nic..
-Masz wspaniałych przyjaciół, rodzinę, fanów. Więc nie gadaj mi tu że nic nie masz.
-Dlatego przyszedłem do ciebie, dziękuję Mandy. - przytulił mnie, szepn
ął do ucha:-Ale do klubu i tak się przejdę. - pokiwałam przecząco głową.
-Malik proszę cię, zastanów się nad tym.
-Nie przekonuj mnie, prosze cię, i tak jest mi z tym źle. -
podszedł do okna i zobaczyłam go zupełnie innego.-To nic nie da, a Alice mi nigdy nie mówiła że jest z Harrym, a napewno by mi powiedziała gdyby tak było.
-To zejdź sobie do kuchni, umawiali się na kawę.
-Kawa nic nie znaczy. Też mogę cię zaprosić na kawę i co? Będą gadac że jesteśmy razem? Chyba nie, bo nas znają. - odparłam
Niall dzisiaj był jakiś dziwny, gadał z kimś przez skype, rozmawiał przez telefon, uśmiechał się ciągle. Na skype słyszałam kobiecy głos, dlatego wolałam się o nic nie pytac. Niech będzie szczęśliwy, jesli razem, ale kto wie czy to nie jego rodzina. Z drugiej strony jest tajemniczy, mało z nami rozmawia, tyle co przyjdzie, zapyta o jedzenie i wraca do pokoju.
Także to podwójnie gorzej dla mnie, nie wiem nic co się dzieje. A jeśli on jednak ma kogoś a dla mnie był miły z grzeczności albo dlatego że się przyjaźnimy. A mówią że to kobiety trudno zrozumieć.
Spotkałam się z Danielle.
-Nie przeszkadzam ci? Tak cię nagle wyciągnęłam z domu.- zaczęłam.
-I tak nie miałam nic do roboty, ale miałaś taki zdenerwowany głos, bardziej bym powiedziała że zagubiony.
-No bo nie wiem co mam robić, Zayn przychodzi do mnie się radzić a ja mu nie umiem pomóc, sobie też nie.
Rozmawiałyśmy jakbyśmy się znały całe życie. Świetna dziewczyna z niej.
Opowiedziałam jej całą sytuacje co się dzieje w domu, o mnie, o Niallu, o Zaynie, Alice i Hazzie. Chyba tylko Louis i Liam się zachowywali normalnie. No może bez Tomlinsona, te jego żarty.
Danielle dokładnie mnie wysłuchała, ulżyło mi móc się komuś wygadać. Z początku wyglądała jakby nie wiedziała co powiedzieć.
-Staraj się obserwować wszystko co się dzieje, przerabiałam to już, nie myśl że "a gdyby coś", gdyby on miał dziewczyne, i takie różne.
Zaynowi odradź wypad do klubu, Louisa się nie da opanowac także tego nie polecam, przyglądaj się wszystkiemu co Horan robi, może zauważysz coś, w razie czego dzwoń, jestem do dyspozycji.
-Dziękuję ci bardzoo. - przytuliłam ją i ruszyłam w kierunku domu.
Wróciłam koło 7. Malika nie było. Byłam pewna że poszedł. Zadzwoniłam do niego.
-Co jest?
-Zayn, poszedłeś jednak?
-Milly ale...
-Zayn miałeś nie iść!
-Nie mów cały czas mojego imienia.
-Zaynie Maliku, jeśli jesteś na imprezie to wyjdź z niej, najlepiej będzie, nie rób niczego głupiego.
-Jeśli cię to uspokoi to nie jestem na imprezie. Pojechałem do Bradford, musze odpocząć.
-Dobrze zrobiłeś przyjacielu. Pozdrów rodzinke.
Ulżyło mi, mógł sobie pozwolić na wyjazd bo nie mieli koncertów.
Napisał mi smsa że gdyby się nikt nie pytał o niego to mam nikomu nie mówić że wyjechał.
Liam się tylko zapytał koło 11, Daddy pewnie przechodząc po pokojach zauważył że go nie ma, więc mu powiedziałam, tez uważał że Malik dobrze zrobił.

wtorek, 25 września 2012

Rozdział 11

-Czemu cicho, nie rozpaczaj, i tak się kiedyś dowie.
-Zayn, nie rozumiesz. A ty.. - nie dokończyłam bo zatkał mi usta ręką.
Na drugi dzień.
-Alice, idź. Mną się nie przejmuj. 
-Nie zostawię cię. 
-Idź a nie gadaj. - odpowiedziałam.
Udało mi się ją przekonać żeby szła z chłopcami na Imprezę. Ja byłam chora.
Nie cierpię uczucia.
Daddy rozłożył mi łóżko przed telewizorem, jak wyszli położyłam i kręciłam pilotem
Zasnęłam, ale nie trwało to długo.
Wstałam i poszłam do kuchni.
-Czemu nie śpisz? - odezwał się ktoś za mną.
-Niall!! Zawał. Co tu robisz?
-Nie chciało mi się tam siedzieć, jedzenie mieli nie dobre.
-Myślałam że tobie wszystko smakuje. - zdziwiłam się. - zrobić ci coś do jedzenia?
-Chętnie! Pomogę ci. - rzekł a poszedł do pokoju i wyłożył się na łóżku.
-Ejejejej miałeś mi pomóc a nie zajmować łóżko. - pokiwałam głową.
-Zaraz przyjdę!!
-Czekam. Z kim rozmawiasz? - spytałam bo gadał przez telefon.
-Czekaj, nie rób nic.
Zamówił pizze, ale to dobrze, dawno nie jadłam a i tak nie miałam siły nic przygotowywać.
Zjedliśmy z pudełka, na łóżku, oglądając różne kanały.
-Pyszne było . - skomentował.
-Nie wiedziałam jeszcze żebyś kiedyś narzekał, no chyba że dzisiaj po tej imprezie, chociaż nie wierzę że to była przyczyna.
-Nie chciało mi się tam siedzieć.
-Wolisz siedzieć i się nudzić w domu?
-Nie nudzę się. - porwał ostatni kawałek.
Jak dobrze że mieszkaliśmy wszyscy w jednym domu.
Można się zastanawiać jak to jest możliwe z takimi debilami ale śmiesznie jest przynajmniej.
-Szkoda że nie mogłaś iśc z nami na tą imprezę.
-Jakbym poszła to bys teraz sam tu siedział. Sam.. jak palec.
-To dobrze że zostałaś. - powiedział szybko. Zaśmiałam się. On też.
A dobrze wiecie co się dzieje jak Niall się zacznie śmiać.

-Niall, mógłbyś się trochę przesunąć? - próbowałam go trochę popchać bo rozwalał się na całego.
-Sory, potrzebuje miejsca. Już się przesuwam, troche. - uśmiechnął się szeroko.
Zasnęliśmy koło północy.
Jakbyście widzieli mine Alice gdy wrócili, chociaż byli pijani, wiedziałam że nie będą tego pamiętać. Wrócili koło czwartej nad ranem, wtedy nas obudzili. No dobra, mnie obudzili.
Nialla się nie dało obudzić. Przykryłam go, zaprowadziłam reszte do swoich pokoi, i na końcu ja się położyłam do siebie.
Tamten wieczór był cudowny. Gadaliśmy długo, kłóciliśmy się tak na żarty itp.
Nie mogłam zasnąć, wybiła 4:30. Jejku jaka godzina. Wszystko przez tą chorobę.
Lou jeszcze coś gadał przez sen, miał pokój obok mojego.
Wstałam koło 8, czułam się już lepiej. Spięłam włosy i  ciszy posprzątałam dom, umyłam naczynia, włączyłam pralke. Nikogo nic nie obudziło.
Pogoda się poprawiła a oni spali. Nie miałam co robić poszłam na zakupy.
Niall nie spał jak wróciłam.
-Wcześnie wstajesz. Jakim cudem posprzątałaś wszystko i zdążyłaś zajść do sklepu? Jak się czujesz?
-Już lepiej. Choroba popuściła. Wkońcu nie mogę tak długo chorować. - zaniosłam zakupy do kuchni.
-Nakacowani jeszcze śpią?
-Zapewne tak.
-Myslałem że pojedziemy dzisiaj nad jezioro wszyscy jesli oni nie będą tak długo spali.
-Mamy czas, pojedziemy, ciepło na dworze. - spojrzałam na Nialla.
Wybraliśmy się, wielkiego kaca nie mieli.
Lou prowadził. Straszne przeżycie. Jeździ tak powoli że żółw by go prześcignął a nieraz tak szybko że lepiej się nie wypowiadać.
Gdy wysiedliśmy cali i zdrowi musieliśmy iśc kawałek, zauważyłam koc obok jeziora, z masą jedzenia. Tylko że obok były jakieś dwie dziewczyny.
Liam i Louis do nich podeszli.
W ten dzien poznałam Danielle i Eleanor.
Cudowne dziewczyny. Daddy szczęściarz. A El życze wytrwałości.
Alice próbowała wytłumaczyć Zaynowi że ona nie umie pływać, jej argument - ty też nie umiesz.
Świetny dzień. Śmialiśmy się z Tomlinsona jak skoczył do jeziora w ubraniach.
-Ja chce jeszcze raz! Ktos chce spróbować? - spytał nas.
Liam odpowiedział że nie. A ten go wrzucił. Biedny Payne.



wtorek, 11 września 2012

Rozdział 10

Gdy sie otrząsnęłam jego nie było. Al wypytywała się co mi powiedział ale nie mogłam się odezwać.
Jejku już nie wyrabiam, cały czas się przenosimy. Ale teraz musieliśmy.
Chłopcy mieli trasę, Alice musiała znowu iść do X-factora zaśpiewać.
W samolocie.
-Pamiętam to jak wczoraj, gdy Simon znowu nas zawołał, jeszcze raz musieliśmy stanąć przed jury. Wtedy połączyli nas w grupe. - wspomniał Niall.
-Jak ten czas szybko przeleciał. Znamy się już wieki. - odparł Zayn.
-Wszystko dzieki Simonowi. - dodał Liam.
-A ja się boję. Przylecimy i od razu lecę śpiewać, jeszcze nie wiem co. Milly, ostatnim razem mi pomogłaś weź podaj jakiś tytuł.
-Hmm...
-Może zaśpiewaj more than this, specjalnie dla nas, dla wspomnienia naszego połączenia w programie. - wymyślił Loui.
-Świetny pomysł. Mądry Tommo. - rozczochrała mu włosy.
-Możesz teraz poćwiczyć. - Harry poruszał zabawnie brwiami.
-Spoko. Pamiętaj Styles sam tego chciałeś.
-Brzmiało to jak groźba. - zaśmiałam się lekko.
Jak oni fajnie się dogadywali. Zazdroszczę jej tego.
W Londynie standardowa pogoda. Przynajmniej nie padało.
Poszłam z nią do tego X-Factora bo nudziła całą drogę, chłopcy pojechali do studia.
-Chciałam zadedykować tą piosenkę mojej najlepszej przyjaciółce za to że jest, że ma siłę wysłuchiwać mojego ciągłego gadania. A także zespołowi One Direction dla wspomnienia jak oni zostali połączeni w grupę.
Wzruszyłam się, nie powiem.
Nie mogło być inaczej jak wszyscy na TAK. No i jak powiedziałam tak było. Nikt nie zaprzeczył.
Po powrocie poszła gdzieś z Harrym bo wrócili a ja poszłam do pokoju z fortepianem. Tęskniłam za grą za nim. Zazdrościłam jej tego że miała kogoś takiego jak Styles, chociaż nie byli parą. Miała z kim pogadać, wesprzeć się na kimś. No jak też mam ale to co innego.
-Co taka mina? Stało się coś? - przyszedł do mnie Niall.
Westchnęłam i nie przyrywałam gry.
-Gdyby to wszystko było takie łatwe. - powiedziałam.
-Wiesz, jak coś to zawsze możesz przyjść i się wygadać, umiem słuchać.
-Dzięku Horanku.
Jaki on uroczy, cały czas zwracał moją uwagę Tomlinson który i tak nic nie robi w takim kierunku no wiecie. A Nialler? Sami widzieliście.
Pośpiewaliśmy sobie.
Włączcie sobie, lepiej sobie wyobrazić.
Wiedziałam że Niall taki jest no ale teraz to dokładnie wiem.
Ale i tak czułam się samotnie. Poszłam na spacer po półgodzinnym śpiewaniu.
Sama.
Usiadłam na ławce, oczywiście nie znoś deszczu a zacznie padać. 
Na moje szczęście miałam w torebce parasol.
Londyn to jednak piękne miasto. Spacerowałam aż się całkowicie sciemniło.
***
-Zostawiła telefon w pokoju. - zeszłam do salonu po nie udanej próbie skontaktowania się z Mandy.
-Przeciez nic jej się nie stanie, nie rozpaczajcie. - skomentował Louis.
-Długo jej nie ma? - spytałam.
-5 godzin. - odpowiedział Niall. - mówiła że potrzebuje chwili dla siebie.
-I nie poszedłeś z nią?
-Nie chciała.
***
W tym momencie otworzyłam drzwi.
-Musicie się tak kłócić? Słychać was przed dom. Alice, chciałam iśc sama, to nie jego wina.
-Martwiłam się.
-Nie miałaś o co, jestem dużą dziewczynką, ale miło mi że o mnie pamietałaś.
Poszłam do pokoju.
Przyszedł do mnie Malik z Liamem.
Opiekuńczy Daddy o wszystkim wiedział.
-Pamiętasz jak podsłuchałeś moją rozmowe z Alice w Indiach o Louisie?
-Tak.
-Zdałam sobie sprawę że chyba zbyt wiele nas różni, wogóle on nic nie robi w tym kierunku. Trudno. Rozmawiałam  dzisiaj długo z Nialllem i uświadomiłam sobie jaki jest uroczy. Ten jego uśmiech i akcent.
-Tak, Niall jest słodki, kochana, dobry wybór.
-Weź, cicho. - poszłam zamknąć drzwi. - on nic nie wie i się nie dowie narazie. Po prostu rozmawialiśmy.
__________________________________________

Dawno mnie tu nie było, przepraszam ale nie miałam czasu. Weny i wg.
Dzisiaj się nie musiałam uczyć także dlatego tu jestem i to czytacie.
Zaczęłam nową szkołę także wiecie. Notki nie będą tak często.
Pisze rozdziały z moim humorem dnia także...
Wiem, rozdział jest nudny, no ale przepraszam.

sobota, 18 sierpnia 2012

Rozdział 9

Wróciliśmy do Londynu.
-Nie denerwuj się tak. - uspokajałam ją.
-Jak mam się nie denerwować. Boję się lecieć samolotem, nie ma innego wyjścia?
-Nie, tak jest najwygodniej, najszybciej.- wyliczałam i wymachiwałam ręką.
-No właśnie, ale nie najbezpieczniej.- usiadła na łóżku.
-Polecimy samolotem chłopców, z nimi, spoko Alice. Ty kochasz ten kraj, stroje, kulture, tradycje.
-Tak, Kocham Indie.

-Co jest? - wpadł do pokoju Niall.
-Wtorek.- odpowiedziałam mu na pytanie.
-Yy ha ha, no tak, ale czemu się tak kłócicie?
-O samolot, ale już jest ok. Spakowaliście się? - spytała Al.
-No my tak. Zejdźcie przed dom za 10 minut.
Zeszłyśmy.
-Co wy na rok jedziecie?! - spytali jednocześnie.
-Niee, dlaczego? Mamy wszystkie potrzebne rzeczy.
-Tyle walizek że cały samolot zajmą.
Żegnaj Londynie.

W Indiach. Rozpakowaliśmy się, zostaliśmy zaproszeni na przyjęcie z aktorami z filmu bollywood "Czasem słońce, czasem deszcz".
Porwały nas wspaniałe tańce tubylców, kolorowe stroje, muzyka.
Aż sie chciało tańczyć. I nikt nie musiał nas namawiać.
To wspaniałe przeżycie- dla nas i dla chłopców.Chociaż czy im się podobało to nie wiem.
Zayn tak jakby był u siebie.
Tańczyłyśmy pierwszy raz, musiałyśmy złapać rytm, ale potem wszystko poszło wspaniale.
Alice jak szalona, nie schodziła z parkietu i jeszcze sprawiła prezent swoim głosem.
Poznałysmy bohaterów z filmu, i dlatego też może tak fajnie się bawiłyśmy.
Podobało nam się jak na początku nie wiedziałysmy jak tańczyć i nam pomagali.
Fantastycznie dogadywałysmy się także z tytułową Anjali.

-Jakie to cudowne, jak się bawicie? - Al spytała zespół gdy wrobiła sobie przerwe na szklankę wody.
-Ja świetnie. - odparł Malik.
-Nie dziwie ci się.
-Nam też się podoba.
-I podszkolimy język. - dodałam.
Przyszedł do nas "Rohan"

-Jesteście głodni? Pójdziemy coś zjeść?
-Chętnie- odpowiedziałam.
-W zasadzie to mieliśmy iśc zwiedzić miasto. - wtrącił się Louis.
-Miasto nie ucieknie.
-A ty Milly jak zwykle uparta.
-Hum To Bhai Jaise Hain Vaise Raheinge  - czyli Jestem jaka jestem i się nie zmienię.
-Daruj sobie te hinduskie gadki.
Ostatecznie poszlismy zjeśc a potem zwiedzic miasto. Kajol zaczęła opowiadać.
-Opowiem wam o różnych ciekawostkach w Indiach jak się zachowywać i takie tam. "Uczucia" lepiej zostawiac w domu. - publiczne całowanie, obejmowanie się jst źle widziane w Indiach. Także uważajcie Mandy i Louis.I mina Al w tym momencie. Yyy WTF?
-My nie jesteśmy parą. - zaczęłam.
-O przepraszam nie wiedziałam. Tak fajnie się kłócicie i na parkiecie. Dopasowujecie się.
-Bo lubimy zabawę i tańce. - dokończył Lou. - a takto oprócz przyjaźni NIC nas nie łączy.
Nie powiem byłam zawiedziona tym co powiedział, wkońcu zaprosił mnie na wasele. Pewnie nie miał z kim iść. A więc jeśli tak to mam wyjeb na całego.
-Wiemy że to ojciec wybiera synowi córkę. Ojciec tak jakby Bogiem domu. - zmienił temat Liam.
-Tak, to jest tradycja naszego kraju. Dzieci nie zawsze protestują. Chyba że tak jak w naszym filmie, który oglądaliście.
-Tak.
-Zawsze dziwiło mnie że krowy tak normalnie chodzą po ulicy.- przypatrywałam się jednej.
-Tak, krowy sa uznawane za święte zwierzęta, są czczone w Indiach. - odpowiedziała Kajol.
-Hah, dziwne, no ale co kraj to obyczaj. - powiedziała recytatorsko Alice.
Wieczorem siedziałam w pokoju z Alice. Słuchałyśmy hinduskich piosenek, kochała je. Oczywiście zachciało jej się tańczyć.
-Widziałam twoją minę gdy Kajol myślała że jestem z Louisem parą.- przerwałam jej.
-No bo to trochę dziwnie wyszło.
-Nie wiedziała poprostu że nic nas nie łączy, no ale też przykro mi że Lou zaprzeczył, jeszcze tak głośno.... słuchasz mnie?!
-Tak, tak.
-Czego szukasz?! - spytałam.
-Pistacji. Miałam w torbie. Milly?
-Co?
-Zjadłaś je.
-Ja? No ciekawe, ja nie lubie pistacji.
-Ta, ale i tak jesz.
-No bo droga Alice, zjesz jedną, musisz kolejną. One uzależniają, tak jak niektórzy ludzie.
-Dlatego już ci powiedziałam, że masz ich nie jeść, bo źle na ciebie działają.
Spierałyśmy się dalej że ja ich nie jadłam. Wszedł Zayn do pokoju. Oddał Al pistacje, połowe sam zjadł, no troszkę mu pomogłam.
Przyjaciółka się zdziwiła, że on jej je oddał. Spojrzała mu w oczy. Malikowi się nie patrzy trosto w oczy, bo można w nich utonąć.
Patrzyli się na siebie, a ja na nich nawzajem. Zayn wkońcu się odwrócił i spojrzał na mnie.
-To co Mandy. Lou. - zaczął ruszać brwiami.
-O co ci chodzi?
-Nie wypieraj się, słyszałem.
-Podsłuchiwacz. - Alice zajadała wkońcu pistacje.
-Nie prawda, a zresztą.
-Nawet mu nic nie mów, pożałujesz. - pogroziłam mu.
-Nie martw się, też ci mogę coś wyjawić. Na ucho.
-Nie szepce się w towarzystwie. - znowu się wtrąciła.
-No to mów.- gdy mi powiedział, rozchyliłam usta. Powiedział że mam nic nikomu nie mówić.




Dodałam rozdział na www.gastric-love.blogspot.com

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 8

-Ii jeszczee jeden i jeeszczee raaz, stoo lat stol lat..
-Alice, Mandy, jesteście kompletnie pijane.
-Ssam jesteś pijany, Lou. - wydukałam.
-Ta, co wy ze sobą zrobiłyście.
Oparłam się ręką o ramie Al.
-Patrz jak to jest kkochana, chłoppcy piją- wsszystko jest ook, a ty wypijesz dwa drinki i wwielkie haloo.
-Ddokładniee. Chodźmy nad jezioro.
-Hola, hola, nigdzie nie idziesz. Przyszłaś ze mną na wesele to wróćmy na sale, Jezu co twoja rodzina powie. - rzekł Hazz.
-Ja im powiem alle co?
-Nic. Chodźmy.
-Uu Al widzisz? Ma nad tobą kontrole, a idźcie już. - mieniło mi się przed oczami.
-Nie zapominaj że przyszłaś ze mną.
-Tak?
-Tak. Chodźmy.
-Gdzie? Ja nigdzie nie ide! Lou! Czekaj, jednak mogę pójść. Ewentualnie!
Tak Louis zaprosił mnie na wesele, wielkie halo. Była już jakaś 2 w nocy.
-Loouuis! Chodźmy tańczyć!
-Jak ty chcesz tańczyć w takim stanie.
-Jakim stanie? Przecież trzeźwa jestem.
-Właśnie wiedze jak gadasz.
-Aaa spadaj. Pójde do któregoś innego no tam no z twojego zespołu.
Podeszłam do Malika bo też był na fali. Chwialiśmy się oboje. Stanęliśmy przed przyjaciółką.
-Jesteś szalona!!
-Milly! ( moje drugie imie, często tak do mnie mówią) chodź tu, zaprowadze cie do pokoju.
-Ppoco ty chcesz iśc ze mną do pokoju?!
-Jezu, kobieto!
-To Jezu czy kobieto?! Zdecyduj się.
-Choodź.
-Lou?
-Tak?
-Chciałam o coś zapytać.
-Mów.
-Ale nie pomyśl o mnie źle.
-Nie pomyśle.
-Lou! Napij się ze mną.
-Nie.
-Mi odmówisz? To twoje zdrow... Aaa to moje, zostaw,  oddaj mój kkkkkieliszek!
-Wystarczy ci. Rano będziesz miała kaca.
I był i to jaki, głowy z poduszki nie mogłam ponieść.
Chciałam tylko spać.
Wszyscy mieli kaca, no oprócz Liama, Loui miał kaca, bo wypił sobie gdy udało mu się mnie zaprowadzić do pokoju.
Tylko Li mógł nam o wszystkim opowiadać bo my nic nie pamiętalismy.
Harry jeszcze spał mówił przez san. Ha ha ha.
Ale jak my fajnie się obudziliśmy.
Zayn na ziemi, Alice w nogach mojego łóżka, Ja na ramieniu Louisa który spadł z łóżka gdy się obudził bo tak się pchałam na niego.
A największy hit to Niall- w wannie! Ha ha.
Tylko Payne normalnie się wyspał.
-Napiłbym się czegoś. - odparł Malik.
-Ta chyba kefiru.
Reszte dnia przespaliśmy, wieczorem wyszliśmy nad jezioro posiedzieć.
Głowa już mi pękała od samego siedzenia w domu. A było tak gorąco.
Obejrzeliśmy zdjęcia, nie było aż tak źle, dobrze że większośc rodzinki Alice wcześniej pojechali w nocy do domu.