ZaynNie mogłem wysiedzieć w tym samochodzie, jak go dopadne. Jak można pisać takie bzdury.
Tak, wiem. Dziennikarze wszędzie wtykają nos, a jak napiszą jakąś sensację to szybciej sprzedają gazety, a o to w tym chodzi.
-Nie możecie tam wejść! - próbowała nas zatrzymać sekretarka.
-Dam pani autograf. - próbował ją przekupić Loui.
-Naprawdę? - zmiękła.
-Tak. Ale musimy tam wejść!
-Nie, nie mogę was wpuścić.
-Bilety na koncert? Dla córki? Siostrzenicy? - starał się Tomlinson.
-Osoba która to napisała siedzi w pokoju na końcu korytarza po lewej stronie.
-Dziękujemy. - odeszliśmy. A Louis dał jej ten autograf, bilet powiedział że prześle pocztą.
MillyNie mogę tak poprotu siedzieć w domu i nic nie robić!
-Alice, zbieraj się. Wychodzimy.
-Wooohoo! Wkońcu coś się zaczyna dziać.
Szybko wsiadłyśmy w taksówkę. Nie nawidzę korków. Szybciej na nogach byśmy zaleciały.
NiallZayn był straszliwie oburzony, ja nie mniej. Mandy cierpiała a ja jedyne co mogłem zrobić to załatwić sprawę w tym biurze. Zayn podszedł do siedzącego do nas tyłem faceta i uderzył gazetą o biurko.
-O widzę, że samo One Direction mnie odwiedziło. Co was sprowadza w moje skromne progi?
-Teraz taki miły co? Słyszę tą ironię.
-Jak można pisać takie bzdury!
-Możemy cię pozwać i leżysz stary.
-A co wy mi możecie pff... - wzruszył ramionami dziennikarz.
-Bo jak zaraz ci..- podniół rękę Malik, ale Harry z Liamem go złapali w porę.
-Prędzej ja was mogę zamknąć jak wezwę ochronę.
Zayn nie wytrzymał i walnął gościa tak że spadł na ziemię wraz z krzesłem. Próbowałem odciągnąć przyjaciela.
Do pokoju wbiegła Milly i Alice.
-Ej! - krzyknęła Al.
Dziennikarz się podniół i zamiast walnąć Zayna uderzył przez przypadek Alice. Wygladało to na złamany nos. Alice się wkurzyła. Na maxa. Walnęła go całą pięścią.
-To za mój złamany nos!
-Alice jaki sierpowy. - pochwalił ją Liam.
-Niech nikt się nie rusza! - do pokoju weszła policja. - porozmawiamy na komisariacie.
-No to mamy przerąbane. - odparł Payne.
Pojechaliśmy na tą policję. Wyjaśnialiśmy wszystko, policjanci nie chcieli wiedzieć o co taka bójka.
Wyjaśniłem, że nie ma prawa wypisywać takich bzdur.
Zayn.-Dlaczego go uderzyłeś? - spytał policjant.
-Głupie pytanie.
-Odpowiedz jak pytają.
-A czemu nie?! Takie bzdury wypisywał. Odzywał się jakby rozmawiał z powietrzem to go walnąłem a co się będę powstrzymywał. - wyjaśniłem.
-Młodzież. Dobra podaj nam swoje dane, jesteś zatrzymany.
-Za co?
-Mam prawo na 24 godziny, ta bójka nie powinna mieć miejsca. Lepiej porozmawiać.
-Próbowałem rozmawiać. - wstałem.
-Weźcie go do aresztu, może odsapnie tam.
NiallMiedzy czasie opatrzyli nos przyjaciółki. Powiedzieli, że mają prawo zatrzymać nas na 24 godziny, jednak że po nas nie zauważyli że braliśmy w tym udział, przymknęli Alice, Zayna i Hazze.
-A ten idiota co? Oczywiście nie winny! Złamał mi nos kretyn! - krzyknęła Alice.
Musieliśmy wrócić do domu, już sobie wyobrażałem artykuł na następny dzień.
"One Direction w więzieniu" Super.
Milly.-No ja w to nie mogę uwierzyć. - chodziłam po pokoju. - Moja przyjaciółka siedzi w więzeniu a ja nie mogę nic zrobić.
-W towarzystwie Zayna Malika I Harry'ego Stylesa każda dziewczyna chciałaby być na jej miejscu. Nawet siedząc w więzeniu. - zaśmiał się Louis.
-Co za ekstremalne przeżycia.
-Może chodźmy jeszcze raz do tego kolesia.
-Nie, Niall. Na dzisiaj wystarczy. Wszyscy musimy ochłonąć. - odparłam.
Dzwoniła do mnie mama Alice.
-Szybcy są. - spojrzał na telefon Lou.
-Dobry wieczór. W czym mogę pani pomóc? - odebrałam.
-Milly, dziecko. Nie bądź taka dobra. Policja do mnie dzwoniła.
-Ups. - szepnęłam do chłopców.
-Mandy! - krzyknęła do słuchawki że aż ją odsunęłam od ucha.
-Tak?
-Co tam się stało?
-Bo mieliśmy taką sytuację, że pewien dziennikarz...
Liam wyrwał mi słuchawkę.
-Dobry wieczór, mówi Liam Payne. Dziennikarz napisał artykuł w któym obraził Milly i chłopaków. I się wkurzyli. I poszli do studia. I zaczęli się bić.
-Bez i, prosze.
-Zaczęli się bić, dzienniakrz wstawając chciał uderzyć Zayna ale uderzył w Alice, łamiąc jej nos. Ona mu oddała i ją zamknęli.
-Matko Boska.
-Spokojnie, wszystko pod kontrolą. Niech się pani nie martwi. Jutro pani córka będzie w domu i do pani oddzwoni. Dowidzenia. - rozłaczył się.
-Uff. Dzięki Li. - rzekłąm i położył mi rękę na ramieniu.
W tym samym czasie w więzeniu: ...
niedziela, 10 marca 2013
poniedziałek, 18 lutego 2013
Rozdział 23
Kilka dni temu, gdy siedziałam na tej ławce, gapiąc się w przechodzące pary zakochanych,
przyszedł Liam.Nasz opiekuńczy Daddy. Powiedział że Josh może mnie specjalnie zatrzymywać przy sobie.Zdecydowałam się iść do niego, jednak nie chciałam sama. Liam poszedł ze mną.
-Tak Milly masz racje, wszyscy macie. Zrobiłem wszystko specjalnie. Chciałem znowu z toba być.
Nie wiedział że to nic nie zmieni.
Bałam się wrócić do domu, Liam prawie na siłę mnie ciągnął, lecz Niall wybiegł
przed dom i przytulił tak, że czułam bicie jego serca.
Wszystko się ułożyło.
Dzisiaj chłopcy mieli nagrywać reklame pepsi.
-Jak można dać do reklamy takich pięciu idiotów, przecież wy tego nie nakręcicie. - śmiała się z nich przyjaciółka.
-Podważasz naszą inteligencję, i myślisz że nie umiemy być spokojni? - spojrzał na nią poważnie Loui, któremu Harry rzucił marchewkę, a Tommo dostał w głowę, i zaczęli się śmiać.
-Tak myśle. - odpowiedziała.
Siedziałam i się im przyglądałam, sama prawdę mówiąc nie mogłam sobie tego wyobrazić.
-Pepsi, pepsi. - Harry ciagle chodził po domu i podśpiewywał zerkając na Al.
Poszłyśmy do pokoju.
-To będzie jedna wielka katastrofa.
-Oj kochanie nie przesadzaj. - przechodził obok pokoju Malik.
-Nie mów tak do mnie. - podeszła do drzwi i trzaskając zamknęła je.
-Whatever. - rzekłam. - nie zauważyłaś że ostatnio Harry i Zayn jakby rywalizują o twoje względy? Miłe słówka, gesty..
-Niestety zauważyłam. A ja nie wiem co zrobić. Oni są braćmi a jak skrzywdzę któregoś.
Będe się czuła źle i ja i oni.
-Twoja decyzja.
-Myślałam, że mi pomożesz. - powiedziała i Louis przyszedł do pokoju.
-Dziewczynki my się zbieramy. Życzcie nam szczęścia.
-Nie potrzeba wam. - pomachałam im.
Jeszcze się pytali czy nie chcemy z nimi jechać. Ale zrezygnowałyśmy.
Alice wyszła pobiegać to ja zdecydowałam że nie będę marnować tego dnia i skoczę do centrum.Plątając się po wielkiej galerii handlowej zauważyłam dziwnie przyglądających mi się ludzi.Z początku nie zwracałam uwagi, lecz coraz bardziej denerwowało mnie tNie znałam Miami, tej galerii też. Śmiałam się pod nosem nie mogąc trafić do wyjścia.
-Do końca korytarza i na prawo masz wyjście. - wskazała mi drogę jakaś dziewczyna. Podziękowałam i udałam się we wskazane miejsce.
Po drodzę skoczyłam po vansy, gdy ujrzałam je na wystawie wiedziałam, że nie mogę przejść obojętnie.Kasjerka także gapiła się na mnie jak głupia, szepcząc coś do koleżanki. Dziwne.
Kupiłam buty i wyszłam ze sklepu chcąc się udać do domu. Nie wiedziałam o co ludziom chodzi.Przed wyjściem był kiosk z gazetami. Tam wszystko się wyjaśniło.Na okładce moje zdjęcia i Nialla.
"Ich związek wkońcu nie jest tajemnicą. Teraz cały świat dowiedział się prawdy.
Tylko co to za dziewczyna?"
Kupiłam ją i wyszłam czytając.
"Niall Horan wkońcu przyznał się że nie jest singlem. Zdjęcia z tajemniczą dziewczyną,
gdy się całują na plaży, tańczą... Nareszcie wszystko się wyjaśniło. Tylko dlaczego mamy nagrania, gdy leży na plaży obok Zayna Malika, kiedy się przytulali w centrum.''Czy już Niall jest zdradzany? "
-Podsumuję to jednym słowem: ja pierdole. - powiedziałam na głos, do siebie.
No i wszystko wyjaśnia. Dlaczego piszą o mnie i Maliku, przecież jesteśmy przyjaciółmi, chciałam mu pomóc. Nie zdradzam Nialla! Reporteży zawsze coś spieprzą i napiszą kłamstwo. Chcą żeby czytano ich gazety.
No ciekawe co on na to powie. Oni. Pewnie też się wkurzą. Mam nadzieję że nie zrobią awantury.Z zepsutym humorem wróciłam do domu. Jeszcze nikogo nie było. Weszłam na twittera.Dużo miałam reakcji. Byli tacy którzy gratulowali, życzyli szczęścia. Pisali że jestem świetną dziewczyną dla Nialla, chociaż nie bardzo mnie znają. To przez wszelakie akcje charytatywne, pomoc w schroniskach i domach dla starszych osób. Czułam się przez nie wspierana.Też przecież byłam, jest Directioners, powinnyśmy być jak rodzina.
Bez hejtów by się nie obeszło. Zazdrosne Directioners pisały że mam się odwalić od Nialla,
że jestem zdzirą, że zdradzam go z jego własnym przyjacielem. Że Niall jest tylko ich.
Dlaczego one się nazywają Directioners? Powinny akceptować związki chłopaków.
Tak jak zdarzają się osoby które nie akceptują Danielle i El. Nie znają ich nawet!
Ale chyba taka ludzka natura.Nikt nie wie jak mi z tym ciężko, jak się czułam gdy ci wszyscy ludzie gapili się w moją stronę.Nie wiedziałam czy komuś o tym powiedzieć. Nie chciałam
ich martwić, ale pewnie sami się dowiedzą.
Usłyszałam trzask drzwiami, uchyliłam drzwi od pokoju i zobaczyłam Alice która rzuca z całych sił gazetą o podłogę.
-Szlak by to wszystko trafił! -krzyknęła, wyszłam z pokoju. Ona szybko podniosła gazetę,chcąc ją ukryć.
-Widziałam już.
-Milly! - podbiegła i mnie przytuliła. - To takie okropne. Wiem, że ci cieżko, i że pewnie powiesz że nie wiesz co czuję. Ale nie musisz nic mówić, ja też nie muszę. Poprostu usiądźmy, może obejrzymy jakiś film dla uspokojenia. Albo pogramy w coś. - powiedziała szybko.
-Możemy włączyć tv.
Tylko włączyłyśmy a leciały wiadomości w których byłam z Niallem. Cóż za piękny początek.
Alice wstała i wyłączyła telewizor.
-What the..
-Fuck. - dokończyłam i oparłam się na łóżku.
Gdy przyszli chłopcy nie pokazywałyśmy im artykułu. Chciałyśmy posłuchać o reklamie.
-Co myślisz Milly?
przyszedł Liam.Nasz opiekuńczy Daddy. Powiedział że Josh może mnie specjalnie zatrzymywać przy sobie.Zdecydowałam się iść do niego, jednak nie chciałam sama. Liam poszedł ze mną.
-Tak Milly masz racje, wszyscy macie. Zrobiłem wszystko specjalnie. Chciałem znowu z toba być.
Nie wiedział że to nic nie zmieni.
Bałam się wrócić do domu, Liam prawie na siłę mnie ciągnął, lecz Niall wybiegł
przed dom i przytulił tak, że czułam bicie jego serca.
Wszystko się ułożyło.
Dzisiaj chłopcy mieli nagrywać reklame pepsi.
-Jak można dać do reklamy takich pięciu idiotów, przecież wy tego nie nakręcicie. - śmiała się z nich przyjaciółka.
-Podważasz naszą inteligencję, i myślisz że nie umiemy być spokojni? - spojrzał na nią poważnie Loui, któremu Harry rzucił marchewkę, a Tommo dostał w głowę, i zaczęli się śmiać.
-Tak myśle. - odpowiedziała.
Siedziałam i się im przyglądałam, sama prawdę mówiąc nie mogłam sobie tego wyobrazić.
-Pepsi, pepsi. - Harry ciagle chodził po domu i podśpiewywał zerkając na Al.
Poszłyśmy do pokoju.
-To będzie jedna wielka katastrofa.
-Oj kochanie nie przesadzaj. - przechodził obok pokoju Malik.
-Nie mów tak do mnie. - podeszła do drzwi i trzaskając zamknęła je.
-Whatever. - rzekłam. - nie zauważyłaś że ostatnio Harry i Zayn jakby rywalizują o twoje względy? Miłe słówka, gesty..
-Niestety zauważyłam. A ja nie wiem co zrobić. Oni są braćmi a jak skrzywdzę któregoś.
Będe się czuła źle i ja i oni.
-Twoja decyzja.
-Myślałam, że mi pomożesz. - powiedziała i Louis przyszedł do pokoju.
-Dziewczynki my się zbieramy. Życzcie nam szczęścia.
-Nie potrzeba wam. - pomachałam im.
Jeszcze się pytali czy nie chcemy z nimi jechać. Ale zrezygnowałyśmy.
Alice wyszła pobiegać to ja zdecydowałam że nie będę marnować tego dnia i skoczę do centrum.Plątając się po wielkiej galerii handlowej zauważyłam dziwnie przyglądających mi się ludzi.Z początku nie zwracałam uwagi, lecz coraz bardziej denerwowało mnie tNie znałam Miami, tej galerii też. Śmiałam się pod nosem nie mogąc trafić do wyjścia.
-Do końca korytarza i na prawo masz wyjście. - wskazała mi drogę jakaś dziewczyna. Podziękowałam i udałam się we wskazane miejsce.
Po drodzę skoczyłam po vansy, gdy ujrzałam je na wystawie wiedziałam, że nie mogę przejść obojętnie.Kasjerka także gapiła się na mnie jak głupia, szepcząc coś do koleżanki. Dziwne.
Kupiłam buty i wyszłam ze sklepu chcąc się udać do domu. Nie wiedziałam o co ludziom chodzi.Przed wyjściem był kiosk z gazetami. Tam wszystko się wyjaśniło.Na okładce moje zdjęcia i Nialla.
"Ich związek wkońcu nie jest tajemnicą. Teraz cały świat dowiedział się prawdy.
Tylko co to za dziewczyna?"
Kupiłam ją i wyszłam czytając.
"Niall Horan wkońcu przyznał się że nie jest singlem. Zdjęcia z tajemniczą dziewczyną,
gdy się całują na plaży, tańczą... Nareszcie wszystko się wyjaśniło. Tylko dlaczego mamy nagrania, gdy leży na plaży obok Zayna Malika, kiedy się przytulali w centrum.''Czy już Niall jest zdradzany? "
-Podsumuję to jednym słowem: ja pierdole. - powiedziałam na głos, do siebie.
No i wszystko wyjaśnia. Dlaczego piszą o mnie i Maliku, przecież jesteśmy przyjaciółmi, chciałam mu pomóc. Nie zdradzam Nialla! Reporteży zawsze coś spieprzą i napiszą kłamstwo. Chcą żeby czytano ich gazety.
No ciekawe co on na to powie. Oni. Pewnie też się wkurzą. Mam nadzieję że nie zrobią awantury.Z zepsutym humorem wróciłam do domu. Jeszcze nikogo nie było. Weszłam na twittera.Dużo miałam reakcji. Byli tacy którzy gratulowali, życzyli szczęścia. Pisali że jestem świetną dziewczyną dla Nialla, chociaż nie bardzo mnie znają. To przez wszelakie akcje charytatywne, pomoc w schroniskach i domach dla starszych osób. Czułam się przez nie wspierana.Też przecież byłam, jest Directioners, powinnyśmy być jak rodzina.
Bez hejtów by się nie obeszło. Zazdrosne Directioners pisały że mam się odwalić od Nialla,
że jestem zdzirą, że zdradzam go z jego własnym przyjacielem. Że Niall jest tylko ich.
Dlaczego one się nazywają Directioners? Powinny akceptować związki chłopaków.
Tak jak zdarzają się osoby które nie akceptują Danielle i El. Nie znają ich nawet!
Ale chyba taka ludzka natura.Nikt nie wie jak mi z tym ciężko, jak się czułam gdy ci wszyscy ludzie gapili się w moją stronę.Nie wiedziałam czy komuś o tym powiedzieć. Nie chciałam
ich martwić, ale pewnie sami się dowiedzą.
Usłyszałam trzask drzwiami, uchyliłam drzwi od pokoju i zobaczyłam Alice która rzuca z całych sił gazetą o podłogę.
-Szlak by to wszystko trafił! -krzyknęła, wyszłam z pokoju. Ona szybko podniosła gazetę,chcąc ją ukryć.
-Widziałam już.
-Milly! - podbiegła i mnie przytuliła. - To takie okropne. Wiem, że ci cieżko, i że pewnie powiesz że nie wiesz co czuję. Ale nie musisz nic mówić, ja też nie muszę. Poprostu usiądźmy, może obejrzymy jakiś film dla uspokojenia. Albo pogramy w coś. - powiedziała szybko.
-Możemy włączyć tv.
Tylko włączyłyśmy a leciały wiadomości w których byłam z Niallem. Cóż za piękny początek.
Alice wstała i wyłączyła telewizor.
-What the..
-Fuck. - dokończyłam i oparłam się na łóżku.
Gdy przyszli chłopcy nie pokazywałyśmy im artykułu. Chciałyśmy posłuchać o reklamie.
-Nie cieszysz się? - spojrzał w moją stronę Horan.
-Jasne, że się cieszę. Jestem pod wrażeniem.
-To nie jest szczery uśmiech. Kochanie o co chodzi? - spytał.
-No ja więcej nie wytrzymam! Sory Milly. - Alice wstała i rzuciła w nich gazetą.
Długo czytali, jakby analizowali każde słowo. Malik wstał pierwszy. Tak jak się spodziewałam. Nie wytrzymał długo.
-No ja nie wierze!
-Jak można takie kłamstwa wypisywać.
-Jedziemy do tego reportera.-Co myślisz Milly?
-A co być zrobił na ich miejscu!
Wypowiedział się każdy z One Direction. Wygladali na mocno wkurzonych.
-Już nie mam siły chłopcy. Jak byłam w galerii wiecie jak wszyscy patrzyli, obgadywali?
Na twitterze też.
-Milly idź odpocznij. My się tym zajmiemy. - Harry chwycił mnie za ramię i odprowadził
do pokoju. Byłam tak zmęczona że usnęłam.
środa, 30 stycznia 2013
Rozdział 22
Rozłączyłam się. Reszta patrzyła na mnie z zaciekawieniem.
-Josh jest w szpitalu. Mówią że chciał popełnić samobójstwo. - połknęłam mocno ślinę.
Różne myśli chodziły mi po głowie. Czy to przeze mnie? Czy gdybym mu tyle nie powiedziała i nie zostawiła samego na tej plaży.. to, to może by się nic nie stało.
Zespół i Alice wygladali jakby nie mogli w to uwierzyć, lecz nikt się nie odezwał.
-Lou? Zawieziesz mnie do szpitala? - spytałam.
-Ja mogę. Dzisiaj odebrałam prawko. - odpowiedziała Alice.
-Ale ja jade z wami. Jakby ona spanikowała.
Reszta została w domu. Przypomniałam sobie że nawet nie spytałam w którym jest szpitalu.
Po odzieweniu trzech nigdzie go nie było. Został nam ostatni.
Na pewno tam jest.
Weszliśmy do pustego korytarza. Prawie pustego. Podbiegłam do jego mamy.
-Mandy. Dobrze że jesteś.
-Chciałam zobaczyć co z nim.
-Powiedział mi żebym do ciebie zadzwoniła. Nie wiedziałam że jesteś w Miami. - rzekła jego rodzicielka.
-Tak się złożyło.
-Czyli to on powiedział żeby zadzwonić do Milly? - wtrącił zdanie Loui.
-Tak, tak. Czułam że pewnie się spotkaliście.
Wiedziałam że muszę jej wszystko opowiedzieć. I tak by się dowiedziała. Wolałam żeby ode mnie, chociaż mogła mnie wyrzucić, żebym więcej nie spotkała jej dziecka.
-I wtedy odeszłam i zostawiłam go na ławce. Kompletnie samego. - podeszłam do niej, stała przed szybą, spoglądając na niego.
-Nie wiedziałam.. Może gdybyśmy z ojcem nie nalegali żeby się tu przeprowadzić wszystko byłoby jak dawniej. Wy.
-Czasu się nie cofnie.
-Tak Lou. Ale nie wiadomo co los by z nami zrobił, ja poznałam nowych przyjaciół. Mam chłopaka...- rzekłam.
-Przyjeciele.. To oni zmienili Josha. Po ich zachowaniu stwierdziłam że nie będzie z nim jak wcześniej. Zaczął pić, palić.
-Stąd to zachowanie. - znowu dopowiedział Lou.
-To napewno nie jest pani wina. Pani wychowała go idealnie. Poprostu zaczął dojrzewać. Zmienił się. - dałam jej ręke na ramie.
Patrzyłam na niego przypiętego do aparatury. Lekarze co chwila przychodzili i kontrolowali sytuację. Szkoda mi było na niego patrzyć.
Ale jak miałam postąpić. Na plaży? Zerwać z Niallem i znowu z nim być?
Pojawił się po prawie roku, tak nagle, a Nialla, Nialla kocham.
Myslałam że taka więź istnieje tylko w romantycznych filmach, ale nie mogłam przestać o nim mysleć. Ciągle chciałam być blisko.
A z drugiej strony nie wiem czy chciałabym wrócić do przeszłości, i dalej nie znać tych szalonych idiotów. Może byłabym z Joshem szczęśliwa.
Ale nie wrócimy do tych czasów.
-Nie potrzebnie cię tu ściągnęłam drogie dziecko.
-Dobrze pani zrobiła.
Jej mąż był ciągle w pracy, wracał tylko na noc. I to nie zawsze.
Może Joshowi brakowało zainteresowania, lub meskiej ręki.
Przecież to tak, jakby nie miał ojca, bo ten ciągle był zajęty. Już od czasu jak Frost był mały.
Wieczorem wróciliśmy do domu. Alice siedziała z Zaynem w salonie, jedli kolację, oglądali filmy.
Ja wróciłam do pokoju. Nie wiem co z tą dziewczyną. Raz Zayn raz Harry.
Nie powinna obu dawać nadziei.
Ale to nie moja sprawa.
-Milly, nie zadręczaj się. - usiadł obok mnie Liam wręczając gorącą herbatę.
-Wiesz Li, nie wiem co my byśmy zrobili gdyby nie ty. Zawsze jesteś gdy cię potrzeba.
-Od tego są przyjeciele, kochana. - uśmiechnął się.
Kilka następnych dni spędziłam u Josha gdy wypisali go ze szpitala.
Chciałam pomóc jego mamie, dodać im towarzystwa. Jednak nie wszystko szło najlepiej. Mało czasu spędzałam z przyjaciółmi, Niallem. No ale przeciez powinni mnie chociaż w małym stopniu zrozumieć.
Nie mogłam postąpić inaczej.
Gdy wróciłam do domu pod wieczór Niall był sam.
-Czy ty musisz codziennie do niego łazić?
-O co ci chodzi, Niall?
-Pamietasz jeszcze że masz przyjaciół? Mnie?!
-Pamietam i to bardzo dobrze! Nie rozumiesz że chce im trochę pomóc?! - wybuchnęłam.
-Dlaczego akurat ty! On ma podobno swoich przyjaciół.
-Martwię się że znowu to będzie chciał zrobić.
-Że co że się zabije?! Też mamy coś zrobić takiego żebyś na nas zwróciła uwagę?!
-Niall! - krzynęłam.
-Niall, Niall. Co Niall? - powtórzył.
-Powinieneś to uszanować. - uspokoiłam się.
-Jakoś nie potrafię. Dziwne nie? Też mamy uczucia. Alice wiele razy chciała z tobą pogadac ale oczywiście nie raczyłaś odebrać telefonu! Nie raz myslę że on znaczy dla ciebie wiecej niż my. Może powinnaś z nim być?!
-Możecie ciszej się kłócić?! Słychać was aż przed domem. - wszedł Zayn.
Nawet nie zwróciliśmy uwagi kiedy przyszli.
-Przegiąłeś Nialler. - wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Tylko usłyszałam jego słowa:
-Tak! Idź do niego.
***
-Niall co ty do jasnej cholery robisz? - spytał go Tomlinson. - Przecież ją kochasz.
-Kocham ją! Bardzo! Ale nie mogę o tym myśleć że ten dupek tak ją wykorzystuje, żeby spędzić czas gapiąc się na nią.
-Sądzisz że robi to specjalnie? - spytał Lou.
-Jasne!
***
Czułam ból. Ból w sercu. Przecież Horan był dla mnie najważniejszy.
Nie chciałam żeby tak myśleli.
Alice. Zostawiłam ją, a pewnie potrzebowała pomocy.
A ja jak tchórz wyszłam z domu.
Usiadłam na ławce na plaży i łzy spłynęły po moich policzkach.
-Jestem okropna. - myślałam.
-Josh jest w szpitalu. Mówią że chciał popełnić samobójstwo. - połknęłam mocno ślinę.
Różne myśli chodziły mi po głowie. Czy to przeze mnie? Czy gdybym mu tyle nie powiedziała i nie zostawiła samego na tej plaży.. to, to może by się nic nie stało.
Zespół i Alice wygladali jakby nie mogli w to uwierzyć, lecz nikt się nie odezwał.
-Lou? Zawieziesz mnie do szpitala? - spytałam.
-Ja mogę. Dzisiaj odebrałam prawko. - odpowiedziała Alice.
-Ale ja jade z wami. Jakby ona spanikowała.
Reszta została w domu. Przypomniałam sobie że nawet nie spytałam w którym jest szpitalu.
Po odzieweniu trzech nigdzie go nie było. Został nam ostatni.
Na pewno tam jest.
Weszliśmy do pustego korytarza. Prawie pustego. Podbiegłam do jego mamy.
-Mandy. Dobrze że jesteś.
-Chciałam zobaczyć co z nim.
-Powiedział mi żebym do ciebie zadzwoniła. Nie wiedziałam że jesteś w Miami. - rzekła jego rodzicielka.
-Tak się złożyło.
-Czyli to on powiedział żeby zadzwonić do Milly? - wtrącił zdanie Loui.
-Tak, tak. Czułam że pewnie się spotkaliście.
Wiedziałam że muszę jej wszystko opowiedzieć. I tak by się dowiedziała. Wolałam żeby ode mnie, chociaż mogła mnie wyrzucić, żebym więcej nie spotkała jej dziecka.
-I wtedy odeszłam i zostawiłam go na ławce. Kompletnie samego. - podeszłam do niej, stała przed szybą, spoglądając na niego.
-Nie wiedziałam.. Może gdybyśmy z ojcem nie nalegali żeby się tu przeprowadzić wszystko byłoby jak dawniej. Wy.
-Czasu się nie cofnie.
-Tak Lou. Ale nie wiadomo co los by z nami zrobił, ja poznałam nowych przyjaciół. Mam chłopaka...- rzekłam.
-Przyjeciele.. To oni zmienili Josha. Po ich zachowaniu stwierdziłam że nie będzie z nim jak wcześniej. Zaczął pić, palić.
-Stąd to zachowanie. - znowu dopowiedział Lou.
-To napewno nie jest pani wina. Pani wychowała go idealnie. Poprostu zaczął dojrzewać. Zmienił się. - dałam jej ręke na ramie.
Patrzyłam na niego przypiętego do aparatury. Lekarze co chwila przychodzili i kontrolowali sytuację. Szkoda mi było na niego patrzyć.
Ale jak miałam postąpić. Na plaży? Zerwać z Niallem i znowu z nim być?
Pojawił się po prawie roku, tak nagle, a Nialla, Nialla kocham.
Myslałam że taka więź istnieje tylko w romantycznych filmach, ale nie mogłam przestać o nim mysleć. Ciągle chciałam być blisko.
A z drugiej strony nie wiem czy chciałabym wrócić do przeszłości, i dalej nie znać tych szalonych idiotów. Może byłabym z Joshem szczęśliwa.
Ale nie wrócimy do tych czasów.
-Nie potrzebnie cię tu ściągnęłam drogie dziecko.
-Dobrze pani zrobiła.
Jej mąż był ciągle w pracy, wracał tylko na noc. I to nie zawsze.
Może Joshowi brakowało zainteresowania, lub meskiej ręki.
Przecież to tak, jakby nie miał ojca, bo ten ciągle był zajęty. Już od czasu jak Frost był mały.
Wieczorem wróciliśmy do domu. Alice siedziała z Zaynem w salonie, jedli kolację, oglądali filmy.
Ja wróciłam do pokoju. Nie wiem co z tą dziewczyną. Raz Zayn raz Harry.
Nie powinna obu dawać nadziei.
Ale to nie moja sprawa.
-Milly, nie zadręczaj się. - usiadł obok mnie Liam wręczając gorącą herbatę.
-Wiesz Li, nie wiem co my byśmy zrobili gdyby nie ty. Zawsze jesteś gdy cię potrzeba.
-Od tego są przyjeciele, kochana. - uśmiechnął się.
Kilka następnych dni spędziłam u Josha gdy wypisali go ze szpitala.
Chciałam pomóc jego mamie, dodać im towarzystwa. Jednak nie wszystko szło najlepiej. Mało czasu spędzałam z przyjaciółmi, Niallem. No ale przeciez powinni mnie chociaż w małym stopniu zrozumieć.
Nie mogłam postąpić inaczej.
Gdy wróciłam do domu pod wieczór Niall był sam.
-O co ci chodzi, Niall?
-Pamietasz jeszcze że masz przyjaciół? Mnie?!
-Pamietam i to bardzo dobrze! Nie rozumiesz że chce im trochę pomóc?! - wybuchnęłam.
-Dlaczego akurat ty! On ma podobno swoich przyjaciół.
-Martwię się że znowu to będzie chciał zrobić.
-Że co że się zabije?! Też mamy coś zrobić takiego żebyś na nas zwróciła uwagę?!
-Niall! - krzynęłam.
-Niall, Niall. Co Niall? - powtórzył.
-Powinieneś to uszanować. - uspokoiłam się.
-Jakoś nie potrafię. Dziwne nie? Też mamy uczucia. Alice wiele razy chciała z tobą pogadac ale oczywiście nie raczyłaś odebrać telefonu! Nie raz myslę że on znaczy dla ciebie wiecej niż my. Może powinnaś z nim być?!
-Możecie ciszej się kłócić?! Słychać was aż przed domem. - wszedł Zayn.
Nawet nie zwróciliśmy uwagi kiedy przyszli.
-Przegiąłeś Nialler. - wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Tylko usłyszałam jego słowa:
-Tak! Idź do niego.
***
-Niall co ty do jasnej cholery robisz? - spytał go Tomlinson. - Przecież ją kochasz.
-Kocham ją! Bardzo! Ale nie mogę o tym myśleć że ten dupek tak ją wykorzystuje, żeby spędzić czas gapiąc się na nią.
-Sądzisz że robi to specjalnie? - spytał Lou.
-Jasne!
***
Czułam ból. Ból w sercu. Przecież Horan był dla mnie najważniejszy.
Nie chciałam żeby tak myśleli.
Alice. Zostawiłam ją, a pewnie potrzebowała pomocy.
A ja jak tchórz wyszłam z domu.
Usiadłam na ławce na plaży i łzy spłynęły po moich policzkach.
-Jestem okropna. - myślałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







