piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 15

Kiedy Josh przestał grać, podążyłam do pokoju, otworzyłam laptopa którego wzięłam z domu przed wyjazdem, o ile można to tak nazwać. Wyświetlił się pulpit na którym widaniała tapeta chłopców ze mną i Alice. Zrobiło mi się ciężko na sercu, a może nie powinnam ich tak zostawiać. Zayna i jego miłosnych rozterek. Alice która coraz bardzej rozkochiwała w sobie Hazze. A ja jak tchórz.
Taka jestem, gdy potrzebuję czasu dla siebie to już postanowione co zrobię. Tylko tutaj mogłam odpocząć.
Włączyłam internet i od razu wyświetliło mi się że chłopcy opublikowali nowy teledysk.
Rozpłakałam się, piękna, cudowna, śliczna piosenka.



Jejku, gdyby mi tak chłopak zaśpiewał taką piosenkę to ja bym wzięła z nim ślub.
You're perfect to me.    Też nie lubię swojego głosu na kasecie gdy mnie nagrywają.
2 dni później.
Usiadłam obok Josha, czekaliśmy na rozpoczęcie konceru 1D.
***
Oczami Zayna.
Ostatni raz przed koncertem sprawdziłem telefon, nie odezwała się do nikogo.
Każdy z naszej piątki napisał jej smsa żeby oglądała koncert, że to specjalnie dla niej.
Dalej nie miałem pojęcia gdze ona jest, przyjaźnimy się, powinna coś powiedzieć.
Nikt nie miał humoru ale koncertu nie mogliśmy odwołać. Tysiące fanów wykupiło bilety, nie mogliśmy ich zawieść.
-Alice..
-Nie. - pokiwała głową, wiedziała co mam na myśli. Przytuliła Hazze. Wywróciłem oczami, odwróciłem się na pięcie i usłyszeliśmy wołania na scene.
***
Tłumy fanek, wrzaski, piski. Wybiegli na scene. Po głosach można było wyczuć że nie jest z nimi dobrze.
-Cały dzisiejszy koncert dedykujemy Milly, przyjeciółce. Mamy nadzieję że oglądasz nas teraz. - rzekł Liam.
Fanki krzyknęli. - pozdrawiamy Milly.
Josh usmiechnął się szeroko do mnie. Kolejna łza spłynęła po policzku.
Zaczęli nowej piosenki little things. Napisałam do Alice że oglądam, i żeby im podziękowała.
Niall zniknął za kurtyną, wrócił po chwili z szerokim uśmiechem, powiedział coś chłopcom i pomachali do kamery. Cała Alice.
-Mandy, oni by zrobili dla ciebie wszystko. To są prawdziwi przyjeciele, nie ci którzy potrafią się z tobą śmiać lecz ci którzy potrafią z tobą płakać. Jesteście wszyscy wyjątkowymi ludźmi. Razem tworzycie nie rozelwalną całość. Każdy z was jest inny a jednak uzupełniacie się wzajemnie.
- Studiowałeś psychologie?
-Nie ale wiesz że nasza rodzina ma to w genach.
-Wrócę do nich, napewno, ale nie teraz, jeszcze nie.
Opowiedziałam mu o Niallu, o jego zachowaniu. Spojrzał na niego w tv.

-No wiesz, na zadowolonego to on raczej nie wygląda. Może to była zwykła koleżanka, kuzynka, nie wiesz dopóki się nie dowiesz.
-Powinnam spytać. W najbliższym czasie uczynię to.
Po koncercie postanowiłam odważyć się i napisać do każdego.
"Świetny koncert, gratuluję fantastycznej nowej piosenki."
I do Danielle: " A ty jak zwykle ślicznie wyglądałaś".
Wszyscy podziękowali. Czułam że uśmiechali się czytając smsa, że chociaż się odezwałam.
Miałam w pokoj balkon, usiadłam na zewnątrz, okryłam się kocem i podziwiałam gwiazdy. Pełnia, Alice pewne w siódmym niebie.
Zawibrował i telefon, to ona.
"cudny księżyc, brakuje nam ciebie"
Nie wiedziałam kompletnie co zrobić.
Odpisałam że właśnie siedzę na balkonie i oglądam niebo. I że mi też ich brakuje.

Ponownie włączyłam laptopa żeby przeczytać komentarze fanów pod filmikiem z koncertu.
  Anne:  Wie ktoś kto to ta Milly?
 Emily: Mam nadzieję że nikt da nich ważny.
 Natalie: Przez nią byli smutni, pewnie im coś złego zrobiła.
 Anne: To jej nie lubię.
    Zamknęłam go, nie miałam ochoty tego czytać. Ludzie mogą hejtować nie znając nikogo, mają taką naturę, nigdy nikt mnie niehejtował a jednak to się zmieniło. Nie jest to miłe uczucie.

Oczami Alice.
-Zayn! Niall! Chodźcie na chwilę.
Zlecieli p schodach i spytali się co jest. Pokazałam im co ludzie pisali o Mandy. Jeśli to widziała to jest zdecydowanie gorzej niż wcześniej.
Niall chwycił się za głowę i wypuścił powietrze z płuc.
Zaczęliśmy myśleć jak możemy jej pomóc, ciężko było coś wymyślić.


sobota, 20 października 2012

Rozdział 14

Siedzieliśmy w salonie, wszyscy położyli telefony na stole i czekaliśmy, a może się odezwie, może jednak coś napisze?
Niall chodził po całym salonie, ja już nie mogłam wysiedzieć.
Myślałam nad wszystkimi miejscami gdzie mogła jechać, ale jakoś nic mi nie pasowało.
Odezwał się czyjś telefon. Liama.
-Halo Milly?
-Yy raczej nie jestem kobietą, chyba. - odpowiedział Zayn.
-Aa to ty, a wogóle czy wy to macie w nawyku taki znikanie? Wszyscy uciekają.
-Chciałem tylko zapytac o której mamy pojutrze koncert, ale chyba zadzwonię kiedy indziej.
-Od 18
-To czemu wszyscy uciekają? Ktoś jeszcze?
-Milly nie ma, nie wiesz gdzie może być?
-Nie mam pojęcia- odpowiedział Malik.
Gdy się rozłączył, Liam zadzwonił do Danielle, wiedział że Mandy gadała z nią w ostatnich dniach.
-Hej kochanie, przyjedź do nas prosze cię, to ważne.
Dan szybko przyjechała, na dworze padało, wiecie jak to na jesień. Chciałabym taką piękną jesień.
-Co się stało? Czemu wszyscy tacy zdenerwowani?
-Mandy uciekła.
-Napisała kartke. - odezwał się Niall.
-Co z tego, że zostawiła, wyjechała nie wiadomo gdzie i dlaczego!
-Alice spokojnie. - rzekł do mnie Harry. Pokazaliśmy list Peazer. Opowiedziała że gadały ostatnio na temat co się dzieje i nas w domu, że Milly nie wie co ma robić, każdy dziwnie się zachowuje. Wszyscy byli przejęci sobą, albo chodzili do niej ze swoimi problemami.
Nie zauważyłam tego zbytnio, może ja też byłam zajęta sobą i Harrym, i nie zauważyłam co się z nią dzieje. A ona mi nie przerwie i woli to dusić w sobie.
Daddy strasznie się przejął, Zayn chyba też, zadzwonił do nas znowu. Tym razem do mnie, pytał się co się dokładnie stało, co napisała.
Powiedział też że próbował do niej dzwonić ale nie odbiera, no i nikt nic nie wiedział.
-Muszę coś zjeść. - wstał Horan.
-Ja bym nic nie mogła przełknąć, za bardzo się martwię.
-Mi się lepiej myśli po jedzeniu.
Skończyło się na tym, że Nialler poszedł na laptopa, nie wiem czy znowu gadał z tą jakąś dziewczyną? W takiej chwili!?
Niech robi co chce. Wyszłam z Danielle z domu, gdy znalazłam w notesie Milly adres jej wujka, który mieszkał w Londynie.
Pojechałyśmy samochodem, zadzwoniłśmy szybko na dzwonek.
-Dobry wieczór, bardzo przepraszam pana że tak późno. - przywitałam się.
-Alice! Czemu tak długo nas nie odwiedzałaś? Dawno cię nie widzieliśmy. O, dzień dobry - spojrzał na Dan. - a gdzie macie Mandy?
-Nie ma jej u pana? - spytałam.
-Nie, stało się coś?
-Nie, nie, mówiła coś że pana odwiedzi to pewnie się minęłyśmy i jest już w domu.
A co innego miałam mu powiedzieć, że uciekła? Pożegnałysmy się, i w samochodzie zastanawiałyśmy się gdzie mogła wyjechać.
***
Zapukałam w wielkie ciemno brązowe drzwi, otworzył Josh.
-Milly, jak miło cie widzieć, wchodź jesteś przemoknięta.
-Dzięki, mogłabym się na chwile u ciebie zatrzymać.
-Jasne, ten wielki dom zawsze stoi dla ciebie otworem.
Poszłam do łazienki się przebrać i wiedziałam że czekają mnie poważne wyjaśnienia co ja tu robie.
Z Joshem miałam wręcz wyśmienity kontakt, mój ukochany kuzyn, na którego mogłam liczyć w każdej sprawie, był jak starszy brat.
-Milly, a co się tu sprowadza?
-Josh słuchaj, tylko nie dzwoń do Alice, proszę. Musiałam wyjechać, nikt nie wie że tutaj jestem, nie miałam dokąd jechać. A musze odpocząć.
Opowiedziałam mu całą sytuację, przytulił mnie i pozwołił zostać na ile chcę, pod warunkiem że zadzwonię do kogoś żeby się nie martwili.
Siedząc pod kominkiem z kubkiem gorącej czekolady w ręku chwyciłam telefon. Słysząc sygnał modliłam się żeby nie odebrała.
-Milly gdzie ty pojechałaś, wyobrażasz sobie co ja tu przeżywam, czemu, gdzie na ile?!
-Alice spokojnie, musiałam wyjechać, jestem cała i zdrowa, żyje. Właśnie patrzę za okno i stwierdzsm że to typowa jesień, nie martwcie się. Odezwę się w przyszłym czasie. Pa. - rozłączyłam się zanim odpowiedziała.
Po 5 minutach zadzwonił Niall.
-Niall proszę cię, nie. - wyłączyłam telefon. Z nim nie dałabym rady rozmawiać.
Pogoda nie pomagała, dla artysty nawet dźwięk kropli obijających się o parapet czy spadających po szybie jest muzykę.
Gwiazdy nigdy nie są na wyciągnięcie ręki. Są nieskończenie odległe, to oznacza ból, który człowiek odczuwa, spoglądając na nie w górę. To delikatne rwanie w głębi serca.
Dobrze że Josh miał w domu fortepian, musiałam zagrać żeby się odstresować.
-Oj Milly Milly, nie znoszę cię w takim humorze.
-Przeszkadzam ci grą?
-Nie grą, zawsze grasz dla odstresowania. Nie lubię gdy nie masz humoru, może ci pomogę jakoś?
-Nie ma jak, to musi przejść. Pomyśleć muszę, odpocząć. Za dużo stresu ostatnio. - odpowiedziałam nie przerywając gry.
-No tak, to może...- usiadł obok mnie i zaczął grać jakąś szybką szaloną piosenkę, podśpiewując jakies słówka pojedyncze, nie słyszałam dużo bo się śmiałam. - właśnie w takim humorze cię uwielbiam wtedy jesteś naszą Mandy.
-Dzięki kuzynku. Akurat kuzyn to mi się trafił.
-Najlepszy. - dopowiedział.
-Też tak myślę.
Tylko on mógł zrobić wszystko żebym nie była smutna, rodzina zawsze mi pomagała i za to byłam im wdzięczna.
_________________________________________________________

Trochę mdły ale to zależy od humoru, mam nadzieję że jednak coś wam się spodoba, strasznie mało was tu wchodzi, zastanawiam się nad kontynuowaniem, nikt nie komentuje oprócz dwóch osób, dziękuję wam bardzo. A takto nikt, chociaż wchodzicie i są obserwatorzy.
Czekam na 5 komentarzy ( jak się nie uzbiera to chociaz 4)

wtorek, 16 października 2012

Rozdział 13

Dopiero kolejnego dnia popołudniu Alice zaczęła zaglądać do wszystkich pokoi.
Siedziałam w salonie zajadając popcorn i obserwowałam sytuację w domu, gdy przeglądnęła wszystkie pokoje przyszła do mnie.
-Widziałaś Malika? - spytała. Zastanowiło mnie to bo wczoraj interesowała się tylko Harrym.
-Dzisiaj nie. - odpowiedziałam.
-Jak zwykle się gdzieś szwęda.
-Pojechał do mamy.
-To mów od razu. Milly ja to cię nie raz nie rozumiem.
-No widzisz.
-Po co pojechał? - zadała kolejne pytanie.
-Po prostu chciał ją odwiedzić. - a co miałam jej innego powiedzieć, że musi odpocząć bo ona ciągle siedzi z Hazzą? Chyba nie. Kiwnęła głową, wzięła mi garść popcornu i odeszła.
-Dobree - krzyknęła gdy już wyszła.
Weszłam do pokoju Nialla ze szklanką gorącej herbaty, nie wiedziałam że jest zajęty.
-Hej Niall masz.. - przerwałam bo zauważyłam że przeszkodziłam mu w rozmowie na skypie! Znowu z nią. Upuściłam szklanke.
-Aaa!!  yy sory, już wychodze.
Szybko wyłączył laptopa i zwinnie pobiegł w moją stronę, poparzyłam się i rozcięgłam noge, szklanka rozbiła się centralnie na niej.
-Milly stój, nie ruszaj się co ty robisz. Chodź do łazienki.
-Nie musisz, nie przeszkadzaj sobie.- nie wiedziałam zupełnie jak się zachowywać, czy zapytac ją o tę dziewczynę czy nie.
Zaprowadził mnie i pobiegł do pokoju po ubrania bo tamte miałam przelane.
W między czasie opłukałam nogę, przecięta była. A bolało strasznie.
-Zaayn przynieś apteczke! - zawołał.
Wywróciłam oczami.
-Zayna nie ma.
Poszedł po nią, możesz zniknąć i tak nikt nie zauważyli, czyl iwrazie czego wyjade jak on i nikt nie zauważy.
-Znalazłem ją, a Malik na obiad poszedł?
-Pojechał do rodziny. Dzięki za opatrunek. - podziękowałam i chciałam wyjśc kiedy chwycił mnie za rękę. Czy to musi być takie trudne?
-Milly, ja, to znaczy, czemu tak zareagowałaś?
-Nic Niall, naprawdę.
___________________________________________
Oczami Alice.
  -Hej Al, idziemy na obiad? - Harold wbił mi do pokoju.
-W zasadzie to możemy iść, w domu nie ma kto zrobić, a powiem ci że jestem głodna.
-To chodźmy, ja też trochę, a Horan nie idzie także nie zje nam wszystkiego. Malik wyjechał?
-Tak, do Bradford.
-Mam nadzieję że wróci przed koncertem, jego nie moze przegapić, wszystkie inne tylko nie ten.
-A co tam będzie takiego ważnego że musi być? - spytałam.
-Nic, nic.. zobaczycie. Jeśli oczywiście przyjdziecie, wiecie nie każda dziewczyna może tak normalnie wejść za kulisy. - uśmiechnął się.
-Powiem ci że to jest największe marzenie każdej Directionerki, spędzić z wami chociaż minute, zobaczyć jacy jesteście, wiem coś o tym, też tak miałam. A tu Milly wpadła na Tomlinsona w x factor. Wydaje sie ajkby to było wczoraj, czas leci nieubłagalnie. - odetchnęłam.
-Co do tego to się zgadzam. Czasu nie zatrzymamy chociaż są momenty w których bardzo byśmy chcieli. - spojrzał mi głęboko w oczy, utonąć można. -Też marzyłaś żeby nas spotkać?
-Jak wszyscy, ale nie każdy ma tyle szczęścia, nie raz narzekam na to życie ale jestem zadowolona, że was spotkałam, poznałam jacy jesteście, chociaż czasami trochę nie ogarnięci itp. to jest fajnie.
-Nie ogarnięci? Pff wypraszam sobie. - odpowiedział i zaśmialiśmy się.
-No co Tomlinson jest, wszyscy jesteśmy.
-Jesteśmy! Sama to powiedziałaś.
-Ja? Nie, nie masz świadków ani dowodów. - wyparłam się.
-Alice Alice
-Tak się nazywam.
-Wejdźmy tu.
Obiad przeleciał świetnie, czas leci nieubłagalnie jak to mówiliśmy.
Przegadaliśmy cały dzień, pod wieczór popływaliśmy łódką po Tamizie.
-Zauważyłeś że Niall ostatnio jest jakiś dziwny?
-Niall? To co powiesz o Maliku.
-No oboje jakoś, a Harry nie wiesz czemu Nialler tak się zachowuje?
-Nie wiem zbytnio nie jestem wtajemniczony, gada ciągle z jakąś laską, nie chce się w to mieszać.
-Fuck. - odpowiedziałam. - sory.
-Spoko, ale czemu taka reakcja? Coś nie tak? - spytał.
-Nie nie nic. A nie wiesz co to za dziewczyna?
-Nie wiem po co te pytania. - wygladał na zdziwionego.
-Tak poprostu, chciałam się dowiedzieć.
-Nie wiem dokładnie, Alice.
Mandy pewnie wie o tym, dlatego ona też się tak zachowuje.  Muszę z nią pogadać, tak jak kiedyś, o wszystkim. Nie zostawię jej z tym, skoro mi się układa z Harrym to jej też musi.
Mam nadzieję że wszystko będzie okej i że ją przekonam że warto walczyć, i nadzieję że się już nie poddała, chociaż w to wątpię. Zobaczymy jak wrócimy.
-Zbieramy się? - spytałam szybko.
-Jak chcesz.
Gdy wróciliśmy to wbiegłam po schodach do jej pokoju. Pusto, na stole leżała tylko kartka, podeszłam tam.
Droga Alice, czuję że pierwsza znajdziesz ten list, pewnie teraz go czytasz i zastanawiasz się gdzie jestem. Musiałam wyjechać, nie szukajcie mnie, wrócę do domu. Pozdrów chłopców. Całuski.   Milly

-Jakby zgadła że się zastanawiam. Liam! Niall! Harry! Loui! - gdy przylecieli powiedziałam im że jej nie ma, że zostawiła list.
-Ciekawe co to znaczy czemu wyjechała. - myślał głośno Liam.
-Jak to wyjechała, jak ona ledwo co chodzi. Dzisiaj upuściła na nogę szklankę i rozwaliła noge.
W szafie pusto. Zadzwonie do niej. Poczta głosowa.